Spacer po linie

Jak całe twoje dziesięciolecie i nastolatkie życie opiera się na bezkontrolowanym locie ćmy do światła, to zarówo ryzyko popażenia, jak i pełnego zjarania się w ogniu czterdziestowatówki powieszonej gdzieś nad biukiem gazet, książek, niedopitych kieliszków z Sofią Charrdonay są ogromne. Tak, jedzie się po bandzie. I czyta, i ogląda, i słucha, tych wszystkich hemingrayowskich bohaterów komtemplujących z naturą, balansujących między pełnym wyborem bolesnych śmierci dostępnych na rynku. Spacer po linie, czy uliczna bójka? Awantura w pochodzie czy dostatecznie mocna lina? Heroina czy dziewczyna?

Wybór jest ogromny. Żyjemy w czasach, gdy lekarze dobrowolnie przepisują nam na receptach z refundacją narkotyki. Oni chyba wiedzaą lepiej, do czego to zmierza. Szybkość świata, jego brak umiaru i niedobór stabilności, jego niekonsekwetne stawianie postualtów moralnych, wysyłanie ludzi z flagami na jakieś zgromadzenia, wigilie i święta, które w pojedynku z rzeczywistością nie wytrzymują nawet pierwszej rundzie. Wszyscy poddaliśmy się rzeczywistości, a życie, ta wstrętna dziwka, kawałek po kawałku obgryza nas z tego, co jeszcze zostało. Z tych kilku ludzi, z którymi da się przebywać, z tych kilku opowiadań Czechowa i Hłaski, paru wierszy, kilku naprawdę dobrych filmów, kilku widoków, kótóre się przeżyło, tych dwóch zapachów, ktore się wąchało. I z tej jednej miłości, którą będzie się miało zawsze.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s