Pooddawał wszystkie książki o Bogu…

Pooddawał wszystkie swoje książki religijne rudej koleżance, dla której stanowi to wszystko rodzaj drogowskazu. Tischner, Levinas, Halik, Wojtyła, Katechizm Kościoła Katolickiego i kieszonkowe wydanie Biblii w skóropodobnej okładce, które zabierał we wszystkie podróże po Polsce. Gdzieś w środku studiów socjologicznych ateistyczna profesor filozofii podrzuciła mu coś Tischnera, potem Levinasa i przez te dwa, trzy lata, dawał Jezusowi szansę. Chodził do kościoła, słuchał kazań, próbował podchodzić do sprawy z różnych stron, a to mistyka, a to rozum. Na marne.

To już nawet nie jest kwestia wiary, bo uwierzyć można w cokolwiek i w ten sposób skutecznie usprawiedliwiać swoje dobre lub złe zachowania. Nie ma podstaw, aby sądzić, że człowiek ma niematerialną duszę, że istnieje cokolwiek po śmierci, że jest jakaś posiadająca cechy osoby istota, która nas stworzyła i w jakiś sposób wpływa na nasze życie. Owszem, dla wielu osób stanowi to rodzaj uzasadnienia i instrukcji obsługi życia, ale – niestety – jednocześnie często bywa wytrychem i usprawiedliwieniem własnych słabości.

Dlatego podziwiam ludzi, którzy radzą sobie bez wiary w cokolwiek i jednocześnie zachowują twardy kręgosłup moralny. Są dobrzy nie dlatego, że wierzą, że należy być dobrym, ale wiedzą, że trzeba być dobrym. Wiedza przewyższa wiarę. Jesteśmy zwierzętami i prawdziwa siła polega na tym, żeby wiedzieć, że czeka nas jeszcze te 30-40 lat życia, które trzeba spędzić w zgodzie z samym sobą, godnie, dając szczęście tym, których się kocha. Bo potem – na szczęście – nie ma już nic – więc żyj.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s