Uciec jak najbliżej

Ucieczki ze szkoły, ucieczki z zajęć, z miasta. Z nudnych imprez ucieczki po angielsku i z toksycznych związków bolesne ucieczki. Ucieczka do religii jako sposób na ukojenie cierpiącego serca, jako ucieczka do prostych odpowiedzi na trudne pytania. Uciekanie w pracę, w narkotyki, w seks.

Jestem otoczony ludźmi, którzy ciągle gdzieś uciekają i chyba sam uciekam. Teraz uciekam w przeszłość.

Przeczytałem „Cud uważności”   Thich Nhat Hanha, rzecz o takiej buddyjskiej medytacji, skierowanej na teraźniejszość. Budda swoją drogą to nie Bóg, choć kula śnieżna już poszła i wszyscy tak sądzą. Zdenerwowała mnie ta książka, bo to też rzecz o ucieczce, napakowana metafizyką, a celebrowanie „tu i teraz” udaje się bez żadnych technik, wystarczy spokój w sercu, który jest warunkiem tej techniki, ale nie jej rezultatem.

Co z tego, skoro wszyscy proponują taką bądź inną ucieczkę? Spieprzają w Bieszczady, w muzykę, w pracę fizyczną, w gotowanie bigosu i zalewanie octem owoców i warzyw. Problem pojawia się wtedy, kiedy to, co dotkliwe i raniące, jest jednocześnie kochanym i upragnionym.

Uciec jak najbliżej. Być blisko te kilka przecznic, parę świateł i skrzyżowań i daleko, kilka przecznicm parę świateł i skrzyżowań. To boli i jest przyjemne. Niepokoi i daje spokój. Zasypia i nie daje usnąć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s