Pierwsza piosenka o jesieni

– Wiesz, to nie jest wina ani dziewcząt, ani chłopaków – powiedziała, kiedy wchodziliśmy w szeleszczącą pod butami jej obcasów i moich butów alejkę pełną mokrych liści. – To nie jest wina tych chłopców i tych dziewcząt, że się wzajemnie krzywdzą, że rzygają z tęsknoty albo z nienawiści, że właściwie nie wiedzą, czy kochają, czy nienawidzą.

Anna szła ubrana w dżinsowe spodnie, jasnobrązowe trzewiki na pięciocentymetrowym obcasie i białe futerko, przy którym blond jej włosów był jeszcze bardziej spektakularny. Wzięła mnie pod rękę tylko dlatego, że na schodach przyteatralnej knajpy wymieniliśmy grzecznościowe pocałunki, a kilkanaście minut wcześniej przyglądaliśmy się sobie. Ja, siedząc z przyjaciółmi przy wódce, ona – tańcząc pijany taniec na samym środku tej ponurej knajpy.

I wtedy spotkaliśmy się na tych schodach i wtedy zaproponowałem jej, że ją odprowadzę.

I nie odprowadziłem jej, bo poszła z przyjaciółmi do jeszcze jednej knajpy. I ja za nią poszedłem.

I rozmawialiśmy o rzeczach kompletnie nieistotnych. Ale kiedy już było późno, lub raczej wcześnie, ona wzięła moją dłoń i trzymała ją stanowczo zbyt długo. Zbyt długo, bym mógł tego nie zapomnieć. Potem poszła do domu, a ja zostałem sam.

Anna znalazła mnie kilka tygodni później. Powiedziała – zabierz mnie gdzieś, gdzieś, gdzie moglibyśmy porozmawiać i pobyć ze sobą. Po prostu zaczepiła mnie na ulicy, złapała za kołnierz marynarki, odwróciła do siebie i powiedziała: zabierz mnie stąd. Powiedziałem – Dobrze, bo nie mogłem niczego innego powiedzieć. Przechodnie odwracali się z oburzeniem.

Poszliśmy na obiad do taniego baru przy Rynku, a potem na wódkę w miejsce, gdzie nie przychodzą ani studenci, ani licealiści. Gdzie właściwie nie ma nikogo, gdzie jest wódka i ten, kto jej potrzebuje. Wódka się łasi i zachęca, a bufetowa jest robotem spełniającym zachcianki spirytusu.

Chciałem spędzić z nią kilka dni gdzieś za miastem. Chciałem dowiedzieć się, jaka tajemnica kryje się za tą chudą twarzą, za tymi niebieskimi, tęskniącymi za nie wiem czym oczami, za tym ciałem, które wybrało wtedy właśnie mnie, choć siedziałem w kącie tej knajpy i patrzyłem na umierające liście za dużym oknem tej knajpy, a wszyscy mężczyźni patrzyli na jej taniec.

Niestety, mogłem zaproponować jej tylko tajne schadzki w parku.

Była piękna i mądra. A ja jej zupełnie nie kochałem.

I potem, kiedy już oboje wiedzieliśmy, że to zwykły romans, kiedy łaziliśmy po tych Plantach za rękę, obawiając się, aby nie zobaczyli nas nasi znajomi, znajomi jej narzeczonego i znajomi mojej dziewczyny, kiedy piliśmy Kadarkę gdzieś w okolicach Odeonu, ona powiedziała mi, że musi mieć dziecko, musi mieć dziecko ze mną, i że musi mnie poznać ze swoimi rodzicami. Nigdy nie powiedziała mi, dlaczego tego chce.

I wtedy uciekłem.

Była piękna i mądra. A ja jej zupełnie nie kochałem.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s