Być jak Julian Casablancas

Kiedy nie wyobrażałem sobie jeszcze, że można grać fajne piosenki na gitarze bez przesterów, gdzieś na MTV zobaczyłem, jak The Strokes grają „Last Nite” i od tej pory nic już nie było takie samo. Nie zdążyłem zobaczyć nazwy zespołu ani piosenki, ale determinacja, aby zdobyć te nagrania, była wielka. Nie było internetów, był sklep muzyczny na pierwszym piętrze tej lekko orientalnej kamienicy na przeciwko Księgarni Technicznej. Nie wiem, jak to zdołałem wytłumaczyć sprzedawcy, że w końcu wyjął z regału płytę z nagim tyłkiem smaganym dłonią w lateksowej rękawiczce. -Is this it? – zapytał – Yes, that’s it – odpowiedziałem.

W tym zespole twórczo niedopracowane jest wszystko. Podarte dżinsy, wygniecione marynarki i kurtki, podkrążone oczy i w nieładzie ułożone włosy. Wysoko zawieszona gitara Nicka Valensiego, zamknięte oczy Alberta Hammonda. Być może to wszystko wielki rock’n’rollowy szwindel, ale co w popkulturze nie jest oszustwem?

Wolę dobrze podrobioną prostotę niż nadmuchany jak balon artyzm. Wolę, gdy muzycy nazywają siebie piosenkarzami, niż artystami. Wolę źle brzmiący zespół grający piosenki, które da się zagrać przy ognisku na sprzęcie za 1000 złotych niż kolesi, dla których długość i cena kabla łączącego gitarę ze wzmacniaczem ma podstawowe znaczenie.

Nienawidzę Pink Floydów, wolę The Libertines

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s