Systematyczność

Kiedy zbliżała się matura w moim trzecim liceum ogólnokształcącym, wcale nie myślałem o czekających mnie kremówkach ani o wódce parku wypitej, ani o zachodzie słońca. Pragnąłem wyjechać z Białegostoku, chciałem studiować socjologię w Warszawie. Więc wbrew niesprzyjającemu nastrojowi w domu i wbrew hektolitrom wódki przelewających się przez kuchnię tego domu na Dziesięcinach, gdzie wegetował i wegetuje do dziś mój opiekun, codziennie po lekcjach siadałem w czytelni Książnicy Podlaskiej i z maniaka godną konsekwencją opracowywałem wyniki maturalne na wpinanych do skoroszytu fiszkach. Historia, wiedza o kulturze, polski. Nie byłem nigdy dobrym uczniem, a tę systematyczność – chyba wręcz lekko pojechaną – traktowałem też jako odskocznię. Chciałem uciec od ojca, od dziecięcych doświadczeń, od licealnych nieszczęśliwych zauroczeń. Byłem słabym uczniem w liceum, ożywiałem się tylko na języku polskim, kiedy z młodzieńczej przekory nie czytałem zadawanych przez zwariowaną polonistkę lektur, ale czytałem rzeczy, które zawsze robiły na niej wrażenie, choć nie były w kanonie. Pewnie dlatego, że sama ich nie czytała.

Maturę zdałem na same szóstki, najlepszy wynik w tej przecież niezłej wówczas szkole, a nauczyciele, którzy mi te szóstki wstawiali, byli tym faktem lekko zaskoczeni.

Potem było lato, pamiętam, że mój ojciec zostawił mi chleb i miód, które jadłem bez przerwy przez miesiąc. Zapomniał o pieniądzach. I znowu ta systematyczność: codzienne wycieczki dziewiętnastką na Planty i czytanie przez całe popołudnia „W poszukiwaniu straconego czasu” – najnudniejszej, choć wymagającej ogromnego skupienia książki, jaką napisano. A potem pojechałem na egzaminy do Warszawy. I się na tę socjologię dostałem, choć wtedy było tam chyba z piętnaście osób na miejsce. I znowu rozczarowanie, bo okazuje się, że na studia w stolicy nas zwyczajnie nie było stać. Więc na egzaminy ustne do Białegostoku szedłem z nożem wojskowych kamaszy na szyi. Nie służyłem w saperach w Słupsku. Studiowałem pilnie tę socjologię i tylko raz po kolejnym wieczorze w Książnicy koledzy wyciągnęli mnie na wódkę gorzką żołądkową na skwerek za Cristalem.

Pomyślałem, że ta systematyczność, jak niedawne codzienne przejażdżki, aby zawieźć Ją do szkoły, zawsze dostarczały mi dużo spokoju i szczęścia, próbowały się ułożyć samemu z sobą. Brakuje mi tego.

Reklamy

1 komentarz do “Systematyczność

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s