Korespondencja

Psy są szczęśliwe. Żyją prawdziwym, prostym psim życiem. Okazało się, że te bestie są bardziej do mnie przywiązane, niż mi się wydawało. Od czasu do czasu wybiegają na harkawicką łąkę, odbywając rytualne kąsanie się po łydkach, uszach i karkach, poganiają mieszkającego na jednym ze słupów bociana, by po chwili z jęzorami obijającymi się o podłogę wrócić do domu z oczami proszącymi o odrobinę czułości. Jest tu prawdopodobnie bardzo pięknie, nie może być inaczej. Trawa i chwasty pozarastały drewnianą werandę. Gdzieś między zaroślami przemyka się rudy lisi ogon, a jedynym hałasem są przychodzące wieczorem z odległości znajdujących się około kilometra najbliższych gospodarstw odgłosy urządzeń dojących krowy.

Oglądam stare polskie filmy i znowu się wzruszam ich staromodnym patosem. Scena ucieczki Maćka w „Popiole i diamencie” i teatralne umieranie Cybulskiego na czarnym ugorze pełnym śmie(r)ci to jakaś taka przewrotna metafora mojej własnej śmieszności. Utarczki Niemczyka z Malanowiczem nakręcone z typowym dla Polańskiego diabolizmem w „Nożu w wodzie” to w gruncie rzeczy bardzo bezwzględna kpina z tego, czym jest męskość, a Jolanta Umecka jest w tym trójkącie jakimś prawdziwym głosem rozsądku.

Poczucie self-esteemu niskie i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości miało się to jakoś zmienić. Więc to też okazja do medytacji nad własnymi ułomnściami, słabościami, nad tym wszystkim, co sprawia, że ranię innych, że nie jestem tym, za kogo mnie wszyscy uważają. Że nie potrafię powiedzieć sam do siebie: „ale tutaj pięknie, dobrze i bezpiecznie”, choć w gruncie wiem, że to najpiękniejsze, najbezpieczniejsze i najlepsze miejsce, w jakim mogę się teraz znajdować. Ale nie przychodzi to do mnie samo.

I straszna potrzeba, żeby dzielić się tymi emocjami z tą osobą, która jest Najważniejsza.

Rynek w Krynkach, gdzie przyjeżdżam po zakupy (dieta prosta – makaron ze szprotkami, ziemniaki ze śledziem w oleju), taki sam jak zwykle. To takie dziwne, że miejsce, które jest w oczach statystycznego mieszczucha dupą świata, po przyjeździe z Harkawicz wygląda jak centrum świata. Dzieciaki w czystych podkoszulkach, zakupy kartą kredytową, antykwariat, Gospoda „Pod Modrzewiem”.

Najgorsze są te godziny piąte nad ranem, kiedy budzisz się z poczuciem absolutnej, wszechogarniającej pustki i rozpaczy. Kiedy czujesz, że jesteś w dupie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s