Ucieczka myślami

W takim momencie, jedynym sposobem aby zasnąć, aby w ogóle zmusić organizm do względnie normalnej pracy, jest przypominanie sobie rzeczy, które nie są związane z tym, co boli i dostarcza cholernej tęsknoty, ale i nadziei. Niewiele ich zostało, ale jednak są. Wczoraj leżałem z Przyjaciółką M. na drewnianym pomoście w Jurowcach. Gdzieś daleko szumiały ciężarówki jadące trasą do Augustowa, ale tam zarośla są tak wysokie, że przypomina to dżunglę. Wokół biegały Alfa i Omega, co chwila pluskając się w rzece. Nie, ani przez chwilę nie poczułem się spokojnie, ani przez chwilę nie pozbyłem się tego strasznego drżenia w sercu, ani przez chwilę nie opuszczały mnie natrętne myśli. Ale leżąc z głową na bawełnianej torbie, którą zabieraliśmy zawsze w nasze podróże do Gródka, próbowałem choć na trzy sekundy zapominać, dać głowie chwilę spokoju.

Starałem przypominać sobie to, czego brakowało mi przez ostatnie miesiące. Podróży, szczególnie tych samotnych, w które wybierałem się, kiedy chciałem na kilka godzin odpocząć od tego miasta. Popołudniowych wyjazdów zimą do tego dziwnego miejsca za Cisówką, nad Jeziorem Siemianowskim, gdzie świat się naprawdę kończy, gdzie człowiek dokonał ostatecznego zniszczenia tego żywego przez wieki świata i gdzie jest zimno nawet w lipcu.

Albo wyjazdy w stronę Bielska Podlaskiego tą wąską drogą przez Wojszki, gdzie jadący w jedną stronę muszą zjeżdżać na pobocze w trakcie mijania. Lubiłem zawsze te prawosławne Wojszki i kiedyś bardzo chciałem tam zamieszkać. Znalazłem nawet piękny drewniany dom na sprzedaż otoczony gęstym stawem. Być tam na co dzień byłoby cudownie. Kiedy jeździłem tam jesienią, ten pomalowany na niebiesko dom otoczony był czerwonymi wielkimi jabłkami, pod którym uginały się gałęzie starych, nieprzycinanych od lat jabłoni.

Tym moim wiernym samochodem zjeździłem w ten i inny sposób prawie dwieście tysięcy kilometrów. Szwajcaria, Jezioro Bodeńskie, szalona wyprawa z Przyjacielem do Rumunii, niezliczone wyjazdy do Warszawy, Wielkopolska, Gorzów, Poznań, dwa razy Bieszczady, Tatry Słowackie, Litwa, Ukraina i niezliczone mniejsze wycieczki dostarczające tego, czego najbardziej teraz potrzebuję – spokoju. Wiem, że tylko jedno może mi go teraz przywrócić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s