Nagi lipiec

Ten lipiec, gorące poranki. Psy nie mają najmniejszej ochoty na spacer. Leżałyby całymi dniami w zacienionym korytarzu z pytającym spojrzeniem: „ile to jeszcze będzie trwało?”. Przerobiłem już wszystkie odmiany chłodników, a lód dolewany do wody z miętą idzie szybciej niż w nocnym klubie. Po każdym większym posiłku ciało odmawia posłuszeństwa i mogę tylko leżeć, czytać tygodniki, opowiadania Capote’a albo oglądać skradzione z sieci amerykańskie komedie romantyczne.

Ulice są puste. Prawdopodobnie praca, zdaje się, że wczasy, ale podejrzewam, że tysiące obywateli poukrywało się w swoich domach z zimnym piwem, gdzieś w strefie relatywnego cienia. Relatywnego, bo ta ciepła maź zdaje się wchodzić wszystkimi zakamarkami, wszędzie.

Wyjazdy z K. nad zalew do Gródka, małego białoruskiego miasteczka po polskiej stronie granicy. Próbujemy zabić domniemaną zaściankowość nagim pływaniem, ale na nikim nie robi to wrażenia. Czy to już Zachód dotarł do puszczy, przedarł się przez dzikie chaszcze, tam, gdzie pierwszą książkę przeczytano za pierwszego Wałęsy? A może po prostu każdy toczy swoją własną bezkompromisową walkę z tym upalnym lipcem, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone?

Reklamy

1 komentarz do “Nagi lipiec

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s