Harcerze i pielgrzymi

Po wyjściu z Chmielnej w Nowy Świat robi się tłoczno. Przyzwyczajony do śródmiejskiego lansu, dwudziestoczterogodzinnego pokazu mody, zblazowanych dzieciaków w okularach od Gucciego musiałby się zdziwić, widząc te kroczące w stronę Starego Miasta wycieczki prosto z prowincji w rodzaju Ciechocinka, Płońska, Białegostoku, Olsztyna. Zmęczone podróżą, w ubraniach nie w tego warszawskiego świata, z flagami na plecach i bagażem upchniętym w plastikowe reklamówki. Prawą stroną, obok Starbucksa, idą ci jeszcze wypoczęci. Lewą, zza Nowego Wspaniałego Świata, wyłaniają się tłumy zmęczone kilkunastogodzinnym oczekiwaniem, obserwowane zza filiżanki latte przez zaspanych, choć to już jedenasta, sympatyków Krytyki Politycznej.

Od pomnika Kopernika przy IFiS PAN-ie robi się już naprawdę tłoczno. Atmosfera iście jarmarczna. Trwa wolny rynek. Ludzie jakby teleportowani tu z drugiej strony rzeki sprzedają znicze, akcesoria narodowe, naszywki „flaga z kirem”, kanapki i napoje chłodzące. Krakowskie Przedmieście, dotychczas terytorium okupowane przez studentów uniwersytetu, zagraniczne i szkolne wycieczki, włoskich seks-turystów, biznesmenów i oficjeli, zostało przejęte przez praskich i wolskich drobnych sprzedawców, ursynowskich gimnazjalistów, licealistów na ewidentnych wagarach i nieprzebrane masy jednodobowych turystów z prowincjonalnej Polski, dla których kawa ze Starbucksa za 10 złotych jest tak samo surrealistyczna, jak sprzeczki i protesty w sprawie tek ewidentnej, jak to, że miejscem głowy państwa, która zginęła pełniąc swoje obowiązki w tak tragicznych okolicznościach, jest krypta na Wawelu.

Kolejka do pałacu ciągnie się aż do Kolumny Zygmunta, gdzie zawija i wraca pod pałac, gdzieś w okolice dużego podestu z którego Piotr Kraśko relacjonuje na żywo ten potok spontanicznej ludzkiej manifestacji. Ponad głowami tłumu cisnącego się przed barierkami widać las telefonów komórkowych i aparatów fotograficznych. Niewiele wskazuje, że chodzi o żałobę. Dominują śmiechy dzieciaków, piski dziewcząt. Wychodzące z pałacu rodziny robią sobie pamiątkowe zdjęcia na tle pomnika Poniatowskiego. Znany dziennikarz przeprowadzający wywiad z szanowanych profesorem jest obficie obfotografowywany komórkami przez grupę dziewcząt ubranych w czarne skórzane kurtki odkrywające kolczyki w pępku i obcisłe czarne spodnie z napisem „Bitch” na tyłku.

W całym tym szaleństwie i jarmarczno-żałobnym karnawale podglądam pracę harcerzy, odbierających od zgromadzonych znicze (10 złotych za najtańszy model) i kwiaty, ustawiających te świeczki w setkach rzędów i kolumn, zbierających wypalone i podających spragnionym wodę. Cholera, na początku było fajnie, ale już wymiękam – mówi na oko dziesięcioletni chłopiec w rogatywce i mundurze khaki do niewiele starszej koleżanki. Mimo to odbiera znicz od staruszki z różańcem oplatającym pomarszczone dłonie. – Nie dam rady go zapalić z tego wszystkiego, mówi kompletnie zaryczana. -Nie ma sprawy, poradzę sobie, dziękuję.

Ci kilkunastoletni harcerze sprzed Pałacu Namiestnikowskiego z dłońmi pooblewanymi cmentarnym woskiem to pierwsza autentyczna rzecz, która zdarzyła się w Polsce od soboty 10-go kwietnia. Na zalanym słońcem Krakowskim Przedmieściu, ponad tysiącami zapalonych zniczy załamywało się powietrze. Po drugiej stronie barierek wagary, handel, sensacja, rewia mody, lans. Zbiorowe, jednorazowe,  narodowe emocje podsycane przez media po jednej stronie stalowych barierek, zaś po drugiej – wytrwała, cierpliwa, bezinteresowna praca kilkunastoletnich dziewcząt i chłopców w mundurach khaki i rogatywkach

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s