Po Czeremsze – wpisy i fałszowanie

DSCF3499Po niezwyłych przeżyciach na ubiegłorocznym koncercie Kroke w Czeremsze, postanowiłem i w tym roku wybrać się do tej przygranicznej miejscowości, na kolejne spotkania z cyklu pod beznadziejną nazwą „Z wiejskiego podwórza”. Beznadziejną, bowiem spotkania mają ze wsią tyle wspólnego, co (prawie) nic. Owszem, muzykę tam grają folkową, ale rozpiętość stylów, różnice aranżacyjne, międzynarodowy charakter imprezy, a przede wszystkim publiczność dają poczucie przebywania na prowincjonalnym miejsko-wiejskim festynie, gdzie lokalna młodzież miesza się z przybyszami z Warszawy i Białegostoku.

DSCF3536Festyn trwał dwa dni. Pierwszego dnia największe wrażenie zrobiła karkówka z kuchni polowej, z musztardą i chlebem oraz ukraiński zespół „Hulajhorod”. Pięciu przebranych za prawdziwych kozaków jegomości, każdy z wyższym wykształceniem muzycznym, śpiewało – najpierw a-capella, a potem z akompaniamentem – tradycyjne ukraińskie pieśni, ludowe i kozackie. Choć wyglądali groźnie i trochę cierpła skóra na myśl o „rezaniu”, to w rzeczywistości dał o sobie znać ten pozytywny wymiar ukraińskiej żywiołowości i panowie porwali całą Czeremchę do tańca.

Drugi dzień był słabszy muzycznie. Strasznie lało, więc jedyne, co można było robić, to ogrzewać się mate, bigosem i boczkiem z grilla i obserwować spod parasoli mniejszy niż poprzedniego dnia tłum pod sceną. Opłacało się jednak czekać do końca. Gdzieś około północy na scenę wyszła lokalna gwiazda: zespół Czeremszyna. Warszawiacy już odjechali spłoszeni deszczem, a lokalne panny i kawalerowie wprost oszaleli tańcząc do rytmu tej raczej prostej i ludycznej, acz nie pozbawionej uroku muzyki.

Więc dwa razy jeździłem tego weekendu aż po białoruską granicę i  z powrotem, nocą, przez Bielsk Podlaski i Zabłudów.

W tak zwanym międzyczasie czytam prace studentów pierwszego roku socjologii. Tego roku jest to wyjątkowo przyjemne zajęcie. Prawie wszystkie eseje na bardzo wysokim poziomie. Jestem wyjątkowo zadowolony z tych zakończonych właśnie zajęć, choć nad wieloma rzeczami muszę jeszcze popracować.

Najmniej przyjemne jest oczywiście wystawianie ocen, z czym nieołącznie wiąże się problem „sprawiedliwości”. Nikt, kto tego nie robił, zapewnie nie wie, jak trudno jest wyrazić pewien złożony proces trwający pół roku, liczbą w skali od 2 do 5. Unikam więc za wszelką cenę brania na siebie pełnej odpowiedzialności za tę decyzję, zrzucając choć część tego ciężaru na studentów.

Jeden z nich, autor jednego z najlepszych esejów na roku, już po wystawieniu oceny, ma do mnie prośbę. Czy mógłby Pan – mówi – informować mnie najpierw o swoim zdaniu na temat mojego śpiewania? Chwila dezorientacji i przelatująca przez głowę myśl: „o co mu chodzi?”. Powoli jednak kojarzę fakty. Pan ten napisał pracę o graniu na ulicy i wyciągnął z tych doświadczeń metodologiczne wnioski o obserwacji uczestniczącej jako metodzie socjologicznych dociekań. Podczas jednych z zajęć, pod nieobecność owego studenta, kpię złośliwie w swoim stylu, z umiejętności wokalnych tego pana. Czynię to jednak z sympatią, a reakcja sali to raczej potwierdza. Wieść o moich kpinach dociera jednak do studenta, czym jest wyraźnie zbulwersowany. W pierwszej chwili zastanawiam się, czy słusznie i czy rzeczywiście nie zrobiłem czegoś niestosownego i czy nie powinienem go serdecznie za to przeprosić.

Każdy, kto decyduje się na aktywność publiczną, niezależnie od tego, czy jest nauczycielem, dziennikarzem, muzykiem (choćby i ulicznym), politykiem, modelką czy modelem, sportowcem, kimkolwiek, powinien zdawać sobie sprawę, że będzie się o nim dyskutować, oceniać go i mówić o nim. I nigdy nie jest tak, że osoba taka ma całkowity wpływ na to, co się będzie mówić, jakie będzie się wystawiać oceny. Często te oceny są niesprawiedliwe i krzywdzące, ale jest to nieodłączny koszt związany z wejściem na agorę.

Mówię to temu Panu w mniej więcej takich słowach. I właściwie jestem mu wdzięczny, bo swoją pretensją pomógł mi zrozumieć swoje własne zmagania z pogrążania się w problemie „co oni sobie o mnie tak naprawdę myślą”. Jakiś czas temu zrozumiałem, że nie jestem w stanie nad tym procesem panować. Oczywiście, wiele zależy ode mnie, ale równie wiele jest poza mną.

Więc, na prośbę studenta, któremu nie w smak było, że ktoś komentuje jego występy odpowiedziałem, że z radością spełnię jego prośbę, o ile on zagwarantuje mi to samo: że zarówno on sam, jak i jego koledzy, będą konsultować ze mną każdą opinię na mój temat, zarówno złą, jak i dobrą.

Absurd? Owszem. Nawet w skali: pracownik akademicki w prowincjonalnym, trzystutysięcznym mieście, prywatność jest fikcją, a publiczny wizerunek jest tworzony publicznie, z niewielkim wpływem osoby, której on dotyczy.

Najśmieszniejsze w tej całej historii jest to, że od zawsze miałem słabość do muzycznych amatorów, a już szczególnie do tych fałszujących. Do sepleniącego, pozbawionego głosu i słuchu Staszczyka, jak w tym, zresztą pięknie nakręconym teledysku do „Wychowania”.

Kolejnym moim bohaterem, który nigdy nie potrafił grać na harmonijce ustnej (a grał), możliwości gitary wykorzystywał dosyć oględnie, a którego głos przypominał beczenie zarzynanej kozy, jest Wielki Bob Dylan.  Poniżej jedno z moich ulubionych wykonań „Don’t Think Twice, It’s All Right”, gdzie Dylan wspina się na wyżyny fałszu i wirtuozerii w jednym.

Ostatni przykład to koncerowe wykonanie „Smile” Lilly Allen, gdzie ta niepozbawiona uroku gwiazdka pop jakie lubię, w przypominającej komunijną zbyt długiej sukience, lekko podchmielona bawi się śpiewając. Oczywiście rzadko kiedy trafia w tonację, można to zresztą zobaczyć poniżej. (umieszczanie filmów na stronach zostało wyłączone na żądanie, ale wystarczy kliknąć na ten czarny prostokąt dwa razy, a otworzy się film z fałszującą Lilly)

Aha, jeszcze jedno. Sam gram i śpiewam dla znajomych przy ognisku. Pomimo, że nie potrafię nastroić gitary i fałszuję jak z nut. Niech potwierdzą ci, co słyszeli!

Reklamy

3 komentarze do “Po Czeremsze – wpisy i fałszowanie

  1. To dziwne, że Pan zwrócił uwagę na zbyt długą sukienkę, a nie na zielone (jak majowa trawa w Dublinie) powieki dziewczyny.

    Już jakiś czas temu zwróciłam uwagę, że ciekawie ogląda się ludzi uradowanych. Nawet jeśli to nie jest występ „pierwszej świeżości”, to zawsze się uśmiecham widząc naturalne, duże zaangażowanie. Pamiętam, że oglądając rosyjską „9 kompanię” (dziwna rzecz) myslałam głównie o tym, że oto wpuścili aktorów, statystów i ekipę (sprawdzałam imiona na koniec i były głównie męskie) na poligon, dali im zabawki i wszyscy dobrze sie bawili.

    W jakimś stopniu to jest też magia tzw. kina niezależnego. Grupa przyjaciół biega przed kamerą, którą trzyma kolega i ma duży ubaw.

    Czasem lubię na to patrzeć. A czasem nie.

    Dobrego humoru w słoneczny wtorek.

    • Dziękuję za komentarz, w pełni podzielam wszystko, co przeczytałem. Na kinie się nie znam, ale zawsze lubiłem spontaniczność w muzyce. Stąd pewnie moja słabość do całkowicie nieprzewidywalnego Pete’a Doherty z Libertines, a potem Babyshambles. Pani życzenia się nie spełniły, wtorek przeszedł w wyjątkowo podłym humorze, może środa będzie lepsza. Tego również życzę.

      • Ja też się nie znam na kinie, ale polecam jeden link. W sumie filmowy;-) Obraz nosi tytuł Linda Linda Linda i opowiada o młodych dziewczynach, które przygotowują się do konkursu muzycznego w liceum. Przez cały film trwają próby i jedna przezabawna panna piłuje tekst, który o ile dobrze pamiętam, zaczynał się od słów: „Chciałbym być szczurem…” Po czym, na koniec okazuje się, że konkurs, do którego się przygotowywały tak dziarsko, odbywa się na sali gimnastycznej i jakoś tak smutno wygląda. Oczywiście wszystko się zmienia wraz z pierwszymi słowami piosenki, bo wszyscy dostają cudownego szału.

        Przypomniałam sobie emocje pierwszych koncertów, szał na punkcie lokalnych kapel, które najczęściej były beznadziejne, ale te występy miały niezłą moc.

        Wysyłam linka.

        Środa będzie super. Tego przynajmniej Panu życzę.

        A oto link

        P.S. Jak one bosko wyglądają! Jakby biegały po deszczu.

        Pozdrawiam w środę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s