Po tamtej stronie – Tykocin

Po załatwianiu ubezpieczeń i nalepek zastępczych w miejskich urzędach, gdzie urzędniczki nie są miłe, chociaż biją się o tytuł Uprzejmej Pieczątki 2009, po jak zwykle sympatycznych (co tego roku jest raczej regułą i przyjemnym zaskoczeniem) zajęciach ze studentami, nocne szwędanie się samochodem po już czerwcowych, więc prawie letnich, białostockich dalszych i bliższych suburbiach.

W końcu, już raczej bliżej niż dalej północy, ląduję w ulubionym Tykocinie. Małoszlachecko-zaściankowi lokalni „chuligani” na rynku obok pomnika Czarneckiego oglądają się podejrzliwie za każdym przejeżdżającym samochodem, jakby mieli jakieś sprawy do ukrycia, ale tak naprawdę to ich podejrzliwe oglądanie się jest trochę jak obwąchiwanie swojego terenu w obawie przed obcym.

Całe miasto już śpi, szczególnie na Kaczorowie, za rzeką, kiedy minąwszy synagogę po prawej, wjeżdża się w starą żydowską dzielnicę. Tylko psy wściekle ujadają, a po brukowanej ulicy przemykają się w te i we wte czarne kocury. A po tej wąskiej, otoczonej bujną zielenią drodze do Białegostoku, przez Siekierki i Złotorię, przechadzają się jeże, przeskakują zające i co rusz jakieś oczy świecą w oddali w trawie.

Można zminimalizować ryzyko morderstwa i jechać samym środkiem, bo mało kto o tej porze jeździ tą drogą. Można otworzyć okna na oścież, aby do środka dostawał się zapach tych wszystkich traw, liści, krzewów i zbóż, bo przecież to jedna z pierwszych czerwcowych nocy. Można zapalić radio i włączyć je naprawdę głośno, bo nikt nie słyszy. Kiedy wjeżdżałem do Tykocina, grał akurat David Gray.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s