Poddębie

dscf0628Za każdym razem, gdy zbliża się wyjazd na Otryt, przywołuję wspomnienia drugiego ważnego „inicjacyjnie” miejsca. Przez prawie dziesięć lat, co roku, na prawie trzy wakacyjne miesiące, jeździliśmy z rodzicami do Poddębia koło Ustki.

Po raz pierwszy byliśmy tam około 1985 roku. Poddębie nazywało się wtedy jeszcze Poddębie. Dopiero kika lat później jakiś szalony językoznawca doszedł do wniosku, że powinno być „pod dąbem” a nie „pod dębem”.

Tak czy inaczej, zbyt wielu dębów tam nie pamiętam. Sosny na suchej, wydmowej glebie natomiast tak. Do tej pory mam słabość do takich piaszczysto-iglastych lasów.

To były obozy harcerskie, ale ja jedziłem tam jako dziecko opiekuna (drużynowego, zastępcy komendanta, komendanta). Pamiętam, że z końcem czerwca pakowaliśmy nasz cały dobytek i w jakichś urągających wszelkiemu bezpieczeństwu warunkach, w jakichś tarpanach czy żukach, podróżowaliśmy przez całą Polskę. Zabieraliśmy grupę harcerzy, która pomagała rozstawiać obóz przed przyjazdem całej reszty. 

Właśnie ten okres wspominam najfajniej. Cała wielka piaszczysta polana była dla mnie. Wtedy obszar tego obozu wydawał mi się wielki jak wszechświat. Kiedy pojechałem tam przed dwoma laty okazało się, że to w rzeczywistości mała polanka. Na samym jej środku stawiało się maszt. Z wiaty po lewej stronie zdejmowało się deski, wyjmowało przewilgocone wiosną materace, łóżka i prycze i wiata stawała się stołówką. Między drzewami po prawej harcerze, czasami przy pomocy żołnierzy z okolicznej jednostki, stawiali wojskowe namioty (eremy?). Tam, na miękkim jak poduszka podłożu rosła wysoka trawa, której nie spotkałem nigdzie indziej.

dscf1617Dalej, w głębi, porozstawiane były domki gospodarczo-mieszkaniowe. Przechowywano tam namioty i narzędzia, w innych mieszkała wyższa kadra zarządzająca obozem. Do jednego z nich przywieźliśmy raz komputer, przy którym zmarnowałem jedne wakacje grając w F19.

Ta polana to był taki kosmos, którego można było nie opuszczać przez całe wakacje. Za namiotami drużyn było boisko do badmintona i stały sosny, na które można się było wspinać. Te drzewa są wręcz idealne do tej zabawy z powodu prawie prostopadłych gałęzi. Pewnym problemem jest żywica, która łatwo przylepia się do rąk i trudno ją potem zmyć, ale kto by się przejmował brudnymi dłońmi w wieku pięciu lat?

W rzeczywistości musiałem się strasznie nudzić, kiedy w obozie było tylko kilkanaście osób, zajętych przygotowywaniem się do turnusu, jednak teraz wydaje mi się, że to musiało być fascynujące. Z podobnymi wiekiem dzieciakami bawiliśmy się w chowanego, wyłudzaliśmy od pracujących przy rozstawianiu namiotów żołnierzy guziki i odznaki, a pomagający nam osiemnastoletni harcerze wydawali się nam niezwykle dorosłymi osobami.

Chociaż do morza było kilkaset metrów, nikt się tym za bardzo nie przejmował. Wiatroloty puszczaliśmy na polanie dopóty, dopóki nie zaczepiły o którąś z sosnowych gałęzi, ścigaliśmy się na bosaka po niezwykle rozgrzanym piasku, ukrywaliśmy między materacami w wrewnianej wiato-stołówce, podkradaliśmy z kuchni wyroby mięsopodobne. A wieczorami w pobliskim lesie organizowaliśmy zabawę w wojnę, z udawanymi pistoletami zrobionymi z zepustych namiotowych stelaży ale za to z naprawdę prawdziwymi emocjami.

Advertisements

4 komentarze do “Poddębie

  1. Wojskowe namioty pachnace zawilgoconym brezentem, sosnowe lasy, wiroloty, maszt, ktory sie co roku malowalo i do ktorego swiezej farby przyklejaly sie durne muchy… Radku, dzieki za to cale pudelko magdalenek!

  2. Nie pamietam w ktorym to bylo roku ale bylem w Poddebiu na obozie i mile wspominam ten pobyt. Pamietam, obieranie ziemianiakow w kostke i akcje „oboz spiewa”. Kazdy mial wtedy zeszyt z jakimis harcerskimi piosenkami. Wynoszenie spiacych kolegow w lozkach „pod maszt” gdzie mogli sie wyspac spokojnie do sniadania na widoku wszystkich przechodzacych. Zbieranie butow wszystkim i chowanie ich. Byl takze „chrzest” morski dla tych co byli pierwszy raz. Wiatroloty kupywane w kiosku. Pamietam takze ze na latrynie wymalowane byly dwie obrazki usmiechniety chlopiec z tekstem „Jaka ulga” i zachmurzona dziewczynka z napisem „Nie zdazylam”, nie wiedziec czemu nie za bardzo druhnom sie ten obrazek podobal. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s