Przedświątecznie

Kiedy już umiejętnie zracjonalizuje się ten dziwaczny okres przymusowego nicnierobienia, da się za pomocą socjologicznych narzędzi socjologii rozumiejącej i obserwacji uczestniczącej ująć wiele z pozoru dziwacznych zachowań w racjonalne ramy pojęciowe.

Oto moje miasto wkroczyło na etap modernizacji dojrzałej, czego najdoskonalszym przejawem jest brak kolejek w licznych kasach wielu hipermarketów. Kasandryczni prorocy ostatecznego upadku wszelkich wyższych wartości, którzy w związku z budową w tym mieście sklepów spożywczych i wyasfaltowanych ulic ze zgrozą opisywali jeszcze niedawno gadzie instynkty uruchamiane w zatłoczonych sklepach, powinni spać spokojnie. Moje dzisiejsze, przedświąteczne zakupy przebiegały w iście sielankowej, pobożnej i spokojnej atmosferze. Znudzone małym ruchem kasjerki ukradkiem poziewywały do rękawów stylowych korporacyjnych wdzianek, zaś konsumenci na hali pomagali sobie w dotarciu do poszczególnych działów. Mleko jest w alei numer trzydzieści osiem, nieopodal stoiska z żywym karpiem, natomiast karp wypatroszony jest po przeciwnej stronie hali.

Nigdzie nie widać przedświątecznej gorączki, nigdzie w gruncie rzeczy nie widać nadchodzących świąt. Rytuał tak spowszechniał, że przestaliśmy go dostrzegać. Tak jak przestaje się dostrzegać swoich dawnych znajomych czy studentów, szczególnie kiedy pojawiają się w nietypowym kontekście. Tak jak dzisiaj, kiedy próbując znaleźć w samoobsługowej aptece lek bez recepty, miłą doradczynią, ubraną – fachowo – w farmaceutyczny kitel, okazała się studentka prawa. Kiedy, po otrzymaniu wskazówek, znalazłem poszukiwany lek i czekałem na swoją kolej przy kasie, zastanawiałem się, czy prawnicy, z wdrukowywanymi im określonymi algorytmami rozwiązywania problemów, przekonywania do swoich racji, byliby osobami, którym mógłbym powierzyć swoje zdrowie. Na szczęście, dziewczyna spotkana w tej aptece albo jeszcze w sobie tych algorytmów nie przyswoiła, albo je wyjątkowo umiejętnie i z korzyścią dla otoczenia, nie ujawnia.

No i jeszcze kawa w Odeonie z dwoma miłymi koleżankami z liceum. Grudniowe święta w Białymstoku to od kilku lat jeden z dwóch w roku okresów warszawsko-londyńsko-dublińskiej inwazji. I choć dzisiaj w knajpie było całkiem pusto, to gotów jestem dać głowę, że od jutra wieczór wszystkie stoliki w mieście zapełnią się byłymi Białostoczanami wracającymi na kilka dni do domu. Nastąpi gwałtowne wydłużenie nocy, spożycia na głowę, a na Lipowej i okolicach będzie można zobaczyć, w co będą się ubierać mieszkańcy tego miasta za pół roku lub rok. 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s