Osobowym do Warszawy

Październik to najlepsza pora na melancholijne, jesienne podróże pociągami osobowymi. Pociągi pośpieszne wywołują nieprzyjemny przeskok w wyobraźni. Wsiada się w jednym dużym mieście, wysiada w drugim, a pomiędzy tymi dwoma momentami jest tylko przyroda przesuwająca się za szybami wagonu. Pociągi osobowe, zatrzymujące się co kilka kilometrów, bez przedziałów, ale za to z prawdziwymi pasażerami, dają autentyczną interakcję z ludźmi, z przyrodą, z jesienią.

Konduktorzy znają co drugą gębę, przymykają oko na piwo z puszki, zza służbowej miny wyłazi wszystkimi stronami podlaska dobroduszność. Jest zaskakująco bezpiecznie, nawet kiedy biegają wokół ciebie nadpobudliwi szesnastolatkowie wracający z łapskich, szepietowskich czy małkińskich zawodówek i techników. Dziewczęta ze zniszczonymi farbowaniem włosami, zajmują się swoimi paznokciami, piszą w ponaddźwiękowym tempie esemesy albo puszczają sygnały do swoich przyjaciółek i chłopaków.

Zdecydowanie fajniejsza od jazdy „tam” była podróż powrotna. Było leniwe niedzielne popołudnie. W Warszawie Wileńskiej do pociągu wsiedli robotnicy po nocnych zmianach i powoli, aż do Małkini, ubywali, rozchodząc się do swoich podwarszawskich domów. W Małkini jak zwykle wszystko było zawieszone w powietrzu i uregulowane zgodnie z rozkładem pociągów. W całodobowym barze przy samych torach chłopcy i dziewczęta kupowali Fantę w butelkach zwrotnych i siedzieli na ławce, założę się, że przez cały dzień.

A potem nadjechał pociąg. Odjazd czternasta zero siedem. Kilkanaście kilometrów za Małkinią  w Czyżewie , wsiedli pierwsi studenci. To był ich pierwszy październikowy weekend w domu, a może jechali do szkoły po raz pierwszy tej jesieni? W przedziale było ciepło, słońce dostawało się do środka ciepłymi, jesiennymi błyskami. Gdzieś dwa siedzenia przede mną ktoś z telefonu puszcza jesienno-prowincjonalny Happysad, piosenkę o tym, że nie przechodzą mu już dreszcze i że nie brakuje mu już powietrza i że do końca ich dni….Dziewczyna obok rozwiązuje krzyżówkę, konsumując wściekle trzymany w ozdobionej tipsami dłoni długopis z napisem „Cefarm”. Naprzeciwko mnie zasuszony staruszek w przetartej, wysłużonej niebieskiej czapeczce Castoramy, zdaje się nie robić nic innego, niż tylko wypatrywać mijanych kościołów, by w odpowiednim momencie zdjąć nakrycie głowy i się przeżegnać. Obok studentka próbuje czytać Robinsona Crusoe’a. Ja też próbuję czytać, ale nie wychodzi.

Zgoda przenika wszystko, ludzie godzą się na siebie, przyroda godzi się na ludzi, a oni na nią. Wszystko jest, jakie jest i wszystkim jest z tym „jest” dobrze.

Z rzeczy bardziej przyziemnych, kontynuuję moje nieudolne wprawki publicystyczne, które chciałbym tutaj kronikować. Napisałem do Porannego tekst o samotności Białegostoku wśród innych ośrodków miejskich i niemiejskich w regionie. Mam raczej syntetyczny umysł, ale w tym wypadku okazało się, że podjąłem temat tak szeroki, że z koniecznośći zmieszczenia się w dziewięciu tysiącach znaków ze spacjami, nie uniknąłem błędu powierzchowności. Tekst został przyjęty nieźle, choć spotkał się z delikatną krytyką w ostatnim magazynie Porannego. Niestety, nie pamiętam nazwiska autora i nie mogę znaleźć tej polemiki w sieci.

Zająłem też głos w debacie Gazety Wyborczej „Czy warto studiować w Białymstoku?”, postulując budowę międzyuczelnianej egalitarnej i nowoczesnej biblioteki. Uważam, że byłby to świetny pomysł na Białystok – miasto akademickie. Argumenty można poznać klikając na odnośnik z tym tekstem. Polecam również dyskusję na forum o moich propozycjach. Zawsze uważałem białostockie fora internetowe za miejsce ujawniania się wszystkich cech typowych tutejszym mieszkańcom, którzy uwolnieni od konieczności ujawniania swoich personaliów wylewają hektolitry jadu na wszystko i wszystkich. Ogromnie się cieszę czytając te fora, bo zazwyczaj potwierdzają się moje przypuszczenia co do tutejszej obyczajowości. Żeby być sprawiedliwym, zdarzają się też merytoryczne głosy, spośród których najbardziej sobie cenię te krytyczne.

Reklamy

2 komentarze do “Osobowym do Warszawy

  1. Wpis przeczytałem z wielką przyjemnością. Bardzo lubię twoje spokojne obserwacje, ładnie nadajesz im tekstową strukturę (choć zdarzają ci się czasem drobne błędy frazeologiczne). Może kiedyś te obserwacyjne wpisy złożą się na coś większego? Byłoby szkoda, gdyby stało się inaczej.

    Jeszcze jedno: skoro już jeździsz do Warszawy to może kiedyś wpadłbyś do nas? Pozdrawiam serdecznie, J.

  2. Dopiero dziś przeczytałem tekst o Białymstoku z Kuriera Porannego. Sam co prawda nie biorę udziału w dyskusjach na forach internetowych ze względu na brak czasu, ale chyba zaliczam się do tej grupy, która na dźwięk słowa Białystok sączy jad. Urodziłem się w tym mieście, tu studiowałem z krótkimi przerwami pracowałem w tutejszych firmach, a nawet, wtedy, gdy pracowałem dla pozabiałostockich organizacji pozarządowych, mieszkałem w Białymstoku. I prawdę mówiąc jest mi niezwykle trudno powiedzieć coś dobrego o tym mieście, mam w większości negatywne doświadczenia – w pozabiałostockich NGOs dostałem pracę tylko i wyłącznie dzięki sobie, tutaj znalezienie pracy bez jakiegokolwiek wsparcia graniczyło z cudem, potwierdzają to też moi znajomi, z których tak naprawdę nikt nie ukrywa tego, że ktoś im pomógł – rodzina, znajomi.

    Inna sprawa to białostocka mentalność – jest w niej coś irytującego, jakaś mieszanka kompleksów, infantylizmu, naiwności posuniętej do granic możliwości albo okrutnej bezwzględności, brutalności, cynizmu.

    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s