Szanowni Państwo,

mój tekst „Shabat, shalom, motherfuckers!” umieszczony na tym blogu wywołał odzew i oburzenie użytkowników forum „Kuriera Porannego”. Znalazło się tam wiele komentarzy, do których treści, ze względu na ich bełkotliwość i wulgarność nie warto się odnosić. Były też jednak zarzuty, postawione przez internautkę o pseudonimie „Gabrysia”, które potraktowałem bardzo poważnie, których większość uznałem za słuszne, i które skłoniły mnie do przemyślenia jeszcze raz celowości opublikowania tekstu, a w konsekwencji do tego, by poprosić Radka Oryszczyszyna o usunięcie tekstu z jego bloga.

Zgadzam się w szczególności z tym, że upublicznienie mojej relacji z wycieczki do Tykocina było co najmniej niestosowne w stosunku do moich klientów – uczestników wycieczki, a także do osób, które oprowadzam w ogóle.

Zgadzam się również z zarzutem, że publikacja tekstu nie pomoże, a może zaszkodzić sprawie, w którą czuję się mocno społecznie zaangażowany, to jest w ochronę pamięci o podlaskich żydach i w działania na rzecz polsko-żydowskiego pojednania. Zgadzam się z Panią Gabrysią, że praca na rzecz wielokulturowego dziedzictwa wymaga od osób nią się zajmujących ostrożności, taktu i wyczucia, a o tym, decydując się na tę publikację, nie pomyślałem.

Przepraszam osoby, które poczuły się tym tekstem dotknięte. Nie było moim celem drwienie z religii i religijności, choć zdaję sobie sprawę, że tak mogła być moja wypowiedź zinterpretowana. Chciałem jedynie wskazać niewłaściwe, moim zdaniem postawy i zachowania, co jednak nie usprawiedliwia formy, w jakiej to uczyniłem.

Tekst był pisany na gorąco, jako bezpośrednia reakcja na zachowanie oprowadzanej przeze mnie wycieczki. Początkowo adresowany był do wąskiego grona moich znajomych, dopiero potem, po dyskusji z nimi zdecydowałem się na jego opublikowanie. Oczywiście pełną odpowiedzialność za upublicznienie tekstu ponoszę ja sam. Podobnie decyzja o usunięciu tekstu z bloga Radka Oryszczyszyna jest wyłącznie moja, wierzę, że zostanie przyjęta ze zrozumieniem i mam nadzieję, że powyżej dostatecznie ją uzasadniłem. Jeszcze raz chciałbym przeprosić i zapewnić, że nie traktuję mojej pracy przewodnika wyłącznie jako „nawijania makaronu”, a zajęcie to jest moją najszczerszą pasją.

Radosław Poczykowski

Reklamy