Majowe summarum

Pisane na wsi. Czterdzieści kilometrów od miasta. W absolutnym spokoju.

Kolejna próba ucieczki przed nieporządkiem. Brak pojęć umożliwiających spokojny ogląd sytuacji. W zróżnicowaniu zajęć, sytuacji, stanów siebie i nastrojów tego upływającego miesiąca nie sposób dostrzec wewnętrznej logiki lub – choćby – klamry spinającej te wydarzenia w spójną całość.

Wyjazdowe spotkanie Klubu Marzyciela w Ośrodku Wypoczynkowym Uniwersytetu w Ploskach, nad Narwią. Gorąca sobota. Leżenie na trawie, nad rzeką. Czytam, zasypiam, budzę się, znowu zasypiam. Niepokój przed bezpośrednim kontaktem z trawą, ziemią, szybko zamienia się w równie niepokojący spokój. Ludzkie ciało leżące na „gołej” ziemi może albo być martwe, albo żyć jeszcze bardziej.

Kawa z ekspresu w Ptasiej Osadzie i przypatrywanie się zachodzącemu słońcu. Odkrywanie zalet nicnierobienia, zalet trwonienia czasu na kawę, gazetę i patrzenie na niebo, drzewa, rzekę.

Marzyciel na drewnianym pomoście Ptasiej Osady. Atmosfera podniosła. Wspaniałe towarzystwo. Inspirująca dyskusja przy kawie i pestkach słonecznikowych. „Klątwa” Wyspiańskiego jako dramat o problemach komunikacyjnych. Trudność wyjścia poza język. Młoda reprezentująca czystą cielesność. Próba przekonania Karola, że miłość dla Wyspiańskiego nie istnieje. Błyskotliwy flow obu Wężów. Przemyślane mówienie Magdy i milczenie Doktora.

Ognisko do czwartej nad ranem. Granie na gitarze, wrzeszczenie, urwana struna. Wreszcie, kiedy już dnieje, zasypianie z podwyższonym tętnem na zapadniętym łóżku domku numer trzydzieści jeden.

Czwartkowe Metro. Gęsta, niezdrowa atmosfera miejsc, gdzie ze zbyt niskiego stropu skapują krople ludzkiego potu. Jest duszno i podziemnie, ale to ostatnie tylko w sensie dosłownym. Stoliki niesamowicie blisko siebie. Brak możliwości nie dotykania, nie ocierania się o kogokolwiek. Nieustający kontakt wzrokowy i cielesny. Brak możliwości ucieczki bez konieczności ponownego kontaktu. Wszechobecna cielesność sprzyja nadawaniu wszelkim kontaktom wymiaru seksualnego. Drum’n’bass przeplatany hitami lat osiemdziesiątych i radzieckimi hitami festiwalowymi. Biełyje rozy. Drażniąca dysproporcja pomiędzy manifestowaną offowością miejsca i ludzi, a efektem, jaki na stępiony alkoholem i legendą miejsca umysł wywołuje piosenka, którą już kiedyś się słyszało. Więc patrzysz i nie wiesz, czy wierzyć tym ludziom i w tych ludzi, skoro tak dużo w nich nieprawdy. Kiedy oszukuję sam siebie, nie mogę oszukać nikogo innego. Bo skąd wtedy wiem, że oszukuję? Kiedy poziom tej dysproporcji zapala alarmową lampkę, nie pozostaje nic innego, jak uciekać. Nocna taksówka spod kebabowni zabiera w bezpieczne miejsce.

Więc przyroda i plastik, spokój i niepokój, ład i nieuporządkowanie. Więc pisanie i trwonienie czasu, praca i leń. Więc prawda i kłamstwo, poezja i proza. Więc jest maj i maja nie ma.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s