Drogi Marzycielu,

było mi smutno i czułem się trochę jak gość podczas dzisiejszego spotkania w sali czterdzieści siedem, gdzie literaci, naukowcy i dziennikarze rozprawiali o popularnych książkach. Czy powinienem się czuć jak gość tam, gdzie rozmawiają o książkach?

Pełniąc dobrowolnie wybraną rolę gościa, jedyną radość wzbudziła we mnie obecność tych, którzy od niedawna uczestniczą w naszych tajnych działaniach. Kiedy przemawiali, miałem ochotę wstać i krzyknąć: „Oto Oni! Oto prawdziwi Marzyciele!”. Hamował mnie tylko lęk przed zdemaskowaniem, przed ujawnieniem naszej ukrytej struktury.

Bo kiedy jeden ze Starców (mogę tak mówić, wszak lat trzydzieści ukończył ów Pan już kilka Wiosen temu) orzekł nie bez drżenia w głosie, iż „najlepszy wytwór kultury popularnej jest gorszy od najgorszej książki Orzeszkowej„, poczułem, że ziemia się trzęsie, a mądry Biskup Manichejski zsyła na to miejsce i tego Starca gromy wiecznego potępienia.

Starzec ów broni „mądrych intelektualistów”, jego wyznawczyni każe „uczyć talentu”, a zgromadzona młodzież wyje, czy to z bólu, czy ze śmiechu….

Więc dziękuję Ci Marzycielu, że zesłałeś tego popołudnia proroka, wieprza przed Perłę, znakomitego Falbankiewicza, który jako jedyny miał odwagę powiedzieć, że „Orzeszkowa to haft pierwszej wody„. Był Falbankiewicz Wittgensteinem tego popołudnia twierdząc, że nad niedorzecznym lub oczywistym należy umilknąć.

Nie było Cię dzisiaj Marzycielu i jednocześnie byłeś. Ach, jak miło, jak rozkosznie było patrzeć na starców w młodzieżowych koszulkach zza Uralu, za stołem z kwiatami wyściełanym zielonym obrusem, z pasją i wściekłością dekonstruowanych przez to marzycielstwo. „To jest problem waszego pokolenia, to jest ta starość, to jest wasz problem…„, mówiono, a za zielonym obrusem było milczenie i lęk.

Advertisements

5 komentarzy do “Drogi Marzycielu,

  1. Drogi Marzycielu, bardzo cenię sobie Twoje wypowiedzi i rozsądne posty z „salonu24”, może tylko nie rozumiem samej idei ukrytej struktury – starość nie radość:) Może też – jak na starego człowieka – za bardzo się czepiam, ale średnio mi się podoba cytowane, wyrwane z kontekstu zdanie, które przez większość moich rozmówców zostało zrozumiane inaczej i znacznie odbiega od tego co ów Starzec ma swoim dorobku naukowym, czy inaczej – jest całkowicie niezgodne z jego przekonaniami i światopoglądem. Stąd też chyba i moja w miarę łagodna odpowiedź na tego typu zabiegi – odpowiedzią podobną byłoby przyjście na panel z Sierakowskim i zbudowanie chociażby na forum Gazety odpowiedniego komentarza z losowo wybranych zdań z Twoich wypowiedzi Marzycielu – na to tez jestem jednak niestety za stary. Zachęcam Cię też do odwiedzenia następującego forum, gdzie starzec ów publikuje w troche innym tonie, trochę inne teksty:

    http://forumpolonistow.net/index.php?action=recent

    Starzec ów kiedyś, między innymi, napisał coś takiego, a czym się trochę posiłkował na ówczesnej, tak wielce zasmucającej Cię dyskusji. W razie większego zainteresowania, pozwolę sobie wysłać Ci mój Marzycielu cały artykuł, na razie cytuję tylko jego drobny fragment:

    Jak odróżnić/jak czytać?

    O zmiennym podejściu do literatury popularnej może świadczyć chociażby następujący fakt. W roku 1932 badaczka literatury popularnej Dorothy (Q.D.) Leavis pisała o czytaniu romansów jako o formie narkotycznego zniewolenia, a już w 1982 feministycznie zorientowana Tania Modleski zauważyła, iż opowiadania popularne opisują realne problemy i napięcia w życiu współczesnej kobiety, a czytanie romansów oznacza również odmowę uczestnictwa w wypełnianiu ról żon i matek – „teraz mój czas, odczepcie się ode mnie” zdaje się mówić dzisiejsza czytelniczka romansów. Współczesny filozof Richard Shusterman w znanej książce „Estetyka pragmatyczna” zauważył, iż krytyka sztuki popularnej to tak naprawdę krytyka wszelkiej przyjemności, a przecież bardzo wiele elementów konstrukcji dzieła artystycznego jest podobnych zarówno dla sztuki wysokiej jak i niskiej, chociażby standaryzacja – długość sonetu jest tak samo określona jak długość odcinka sitcomu.

    Obecnie w naukach zajmujących się badaniem kultury i literatury popularnej niwelowane są różnice i bariery pomiędzy tym, co wysokie i co niskie, bardziej wydaje się liczyć podział na to, co dobre i na to, co złe. Każdy bowiem gatunek ma swoje arcydzieła i swoje ewidentne gnioty, istnieją świetne i złe komiksy, znakomite kryminały i przeciętne, seryjnie produkowane opowieści o zbrodni. Poziomów nie można miksować. Zestawiając nawet najsłabszą książkę z półki, tego, co „wysokie” jak chociażby powieści Kraszewskiego, wczesną Orzeszkową z najlepszym wytworem tego, co „popularne” skazujemy niejako z góry to, co popularne na przegraną. Z drugiej strony, niektóre kanoniczne arcydzieła literatury powszechnej, wydane dziś, jak chociażby „Wichrowe wzgórza” Emily Brönte, mogłyby być odbierane jako zwykły romans.

    Pozdrawiam serdecznie
    M

  2. Szanowny Panie Doktorze,

    serdecznie dziękuję za komentarz na moim blogu. Nie spodziewałem się,
    że ta niewinna i lekka notka wywoła aż takie wzburzenie. Przyznaję się
    do nieświadomego nadużycia, najprawdopodobniej spowodowanego tym, że w
    czasie swojej wypowiedzi pozostawałem za kolumną.

    Mój błąd/nadużycie uświadomiła mi Magda, czemu zdaje się dałem wyraz
    na kolejnym wpisie, umieszczonym po po powrocie do domu z wczorajszego slamu. Najprawdopodobniej dałem się uwieść potężnej retorycznej sile wypowiedzianego przez Pana, a przeze mnie wyrwanego z kontekstu, zdania. Jestem w pełni świadomy wagi wypowiadanych i wypisywanych słów, dlatego Pana sprostowanie i argumenty przyjmuję z pełną powagą. Tym bardziej, że z podziwem i zazdrością obserwuję poczynania Pana i Pana współpracowników, a moich dobrych przyjaciół, przy organizacji kolejnych edycji Fabryki Bestsellerów.

    Nie chciałbym jednak, przepraszając za krzywdę spowodowaną tą notką,
    wycofywać się z ogólnej refleksji ze środowego spotkania. Wystąpienie
    tych dwóch młodych ludzi z pierwszych rzędów (świeżych członków
    „niejawnej struktury”) było najlepszym, co mogło tę debatę spotkać.
    Osobiście poczułem się jak starzec, bo brak mi zarówno modzieńczej
    swady i zaciekłości, jak i erudycji tych chłopców, którzy – nie da się
    tego ukryć – położyli zacne grono panelistów na łopatki. Cieszę się,
    bo właśnie takie sytuacje odświeżają zatęchły klimat tego miasta i
    dziękuję, bo to właśnie dzięki Panu mogło do takiej sytuacji dojść.

    Serdecznie Pana zapraszam na dzisiejsze spotkanie Klubu Krytyki
    Politycznej. Zachęcam do dyskusji, wyrywania zdań z kontekstu i
    robienia czego dusza zapragnie, bo na tym – zdaje się – właśnie polega
    sztuka.

    Jeszcze raz dziękuję, pokłony

  3. OK:)
    Bo tak się zastanawiałem, jaki sens miałyby właśnie te moje słowa w kontekście tego co od kilku lat robimy z Fabryką publicznie, moje publikacje w prasie lokalnej o kryminałach, komiksach, popie, wszystkie zajęcia i wykłady, itd. Ja mam trochę takie same wrażenie po panelu, ale rola prowadzących panel została zdefiniowana właśnie na wspomnianym forum. Być może się myliliśmy, ale – przede wszystkim zależało nam na dyskusji – była. Na poruszeniu – było – dowodem Pana refleksja.

    Co do obserwacji naszych działań- być może w końcu powinniśmy zacząć robić coś wspólnie, miasto wymaga przewietrzenia, im więcej tego tym lepiej.

    Będę trzymał kciuki mentalne za panel z Sierakowskim bom i duchem blisko i namiętnym czytelnikiem Brzozowskiego jestem. Wybaczcie, ale pójdę Magdę na panelu wspierać, godziny się nakładają. Powodzenia!

    Serdeczności

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s