Dlaczego nie lubię świąt

Obchodzenie świąt Bożego Narodzenia musi mieć pozytywny wpływ na ludzkie zdrowie, skoro istnieje pozytywna korelacja pomiędzy ilością obchodzonych świąt a dożywanym wiekiem…. To oczywiście gorzki żart, bo w rzeczywistości święta to – jak pokazują badania psychologów – jedno z najbardziej stresujących wydarzeń w ciągu całego roku. Tak, te zbliżające się „krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku” święta to w rzeczy samej najpierw gorączkowe zakupy okupione godzinami spędzonymi w ulicznych korkach i kolejkach do kas w supermarketach. Rwanie włosów z głowy: co podarować osobie, z którą widuję się raz do roku, właściwie tylko przy okazji świąt. No, chyba że wypadnie w międzyczasie jakiś pogrzeb…. Wydawanie pożyczonych na lichwiarski procent pieniędzy, które trzeba potem przez pół roku spłacać. Przygotowywanie „tradycyjnych” trzynastu potraw, których potem nie ma jak zjeść. Aż wreszcie wieczór wigilijny, kiedy trzeba spotkać się i składać życzenia ludziom, z którymi łączą nas często tylko więzy krwi i nic więcej. Próby „personalizowania” życzeń zazwyczaj kończące się sztampowym „Wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia i pomyślności”. Babci i dziadkowi wypada dodatkowo życzyć zdrowia, młodszej siostrze sukcesów w nauce, a pracującym „pieniążków” (swoją drogą, dlaczego w Polsce nie mówi się już po prostu „pieniądze”, tylko na każdym kroku słyszy się o „pieniążkach”?). No i te nieszczęsne prezenty: zazwyczaj rzeczy nam całkowicie niepotrzebne, bardzo często utrwalające zaś role społeczne, w jakie nas „wdrukowano” (w moim przypadku w tym roku: czerwone wino i sto złotych polskich). Dziadek dostaje ciepłe kapcie, babcia – termofor, kobieta – kosmetyki, mężczyzna – piankę do golenia…

Po wigilii chodzi się na pasterkę, a około godziny-dwóch po północy osiedlowe sklepy nocne przeżywają oblężenie rodaków, którzy pomimo późnej pory cierpliwie czekają na swoją kolej, by w końcu, dostawszy się do kasy, oznajmić sakramentalne „zero pół”. Od tego momentu rozpoczyna się dwudniowy alkoholowy maraton – dyscyplina, w której Polacy są bezapelacyjnymi mistrzami świata. Po tych dwóch dniach nieumiarkowania w jedzeniu i piciu przez kolejny tydzień trzeźwiejemy, przygotowując nasze żołądki do kolejnej, tym razem sylwestrowej, próby.

Istnieje w Polakach coś w rodzaju narodowej schizofrenii. Z jednej strony święta to czas wyjątkowy i na pozór piękny. Przyozdabiamy nasze mieszkania i domy, śpiewamy kolędy, uśmiechamy się do siebie i życzymy wszystkiego najlepszego. Z drugiej strony boimy się tych dni, a kiedy już nadchodzą, są poważnym stresem i prawdziwym sprawdzianem naszej cierpliwości i mocnych nerwów. Być może dlatego mamy taką skłonność do obfitego przemywania naszych strudzonych i nadwyrężonych dusz alkoholem?

Święta są w Polsce również okresem, w którym bardziej niż przy jakiejkolwiek innej okazji ujawnia powszechny wśród moich rodaków brak jakiegokolwiek poczucia estetyki. Miasta zamieniają się w błyskające dyskoteki, parapety okupują wspinający się po świecących drabinach Mikołaje a ogrodowe krasnale ubierają perwersyjne czerwone kapelusze z upiornie dzwoniącymi na wietrze dzwonkami. W radio didżeje zapętlają „Last Christmas”, a tradycjonalistycznemu narodowi jakoś nie przeszkadza, że śpiewa tę piosenkę zdeklarowany homoseksualista, załatwiający swoje seksualne potrzeby w publicznych toaletach. Jeszcze gorzej jest ze świątecznymi życzeniami: „Niech łaska Boża w te choć mroźne to gorące żarem ludzkich serc dni spłynie na Ciebie i Twoją rodzinę, a dzieciątko Jezus narodzone w lichej betlejemskiej chacie wniesie do Twojego serca radość i szczęście jak ci trzej królowie, którzy idąc za Gwiazdą Betlejemską złożyli Nowo Narodzonemu mirrę, kadzidło i złoto itd…. Horror!

W Polsce świąt nie można nie obchodzić. Są rodzajem zrytualizowanej dobroci, dobroci wymuszonej obyczajem. Są formą społecznej przemocy na jednostce i jak w odniesieniu do każdego przejawu przemocy, należy się jej sprzeciwiać, choć zdaję sobie sprawę, że to walka z wiatrakami.

Myślę też, że najlepszym argumentem przeciwko świętom, jest ta upiorna piosenka i teledysk do niej, który umieszczam zgodnie z wieloletnią tradycją życząc wszystkim wszelkich pomyślności.

Reklamy

7 komentarzy do “Dlaczego nie lubię świąt

  1. > swoją drogą, dlaczego w Polsce nie mówi się już po prostu
    >„pieniądze”, tylko na każdym kroku słyszy się o „pieniążkach”?
    Wszędobylskie zdrobnianie niszczy ten język, ale może tak musi być :)

    Ciekawe spojrzenie. Po części je podzielam. Dobrze by było w takiej sytuacji robić święta po swojemu. Tylko że, jak rozumiem, przymus społeczny skutecznie to uniemożliwia?

  2. zapomniałeś jeszcze o koszmarnym, nowym zwyczaju wysyłania życzeń w rymowanych smsach. Infantylne i burackie. Nie toleruje ich. I zawsze przychodzą jak prowadzę, albo siedzę przy stole

  3. Moi rodzice uwielbiają mas-produkt-sms, na szczęście już uwolniłam się od pisania owych za nich. Nie wiem czy płacz podczas modlitwy przed spożyciem wieczerzy równiez zaliczany jest do chorób społeczeństwa, czy do specyfiki wieku starszego, czy mamy po prostu taki zwyczaj na pdobieństwo włoskich płaczek pogrzebowych. Istnieje także własny rozsądek i dobra chęć spędzenia świąt po swojemu i sądzę, żę tego trzymać się trzeba, choć nie zawsze udaje sie przez nie przebrnąć w spokoju i zdrowiu, nie wspomnę o trzeźwości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s