Nowy Tygodnik Powszechny

Tygodnik Powszechny zmienił format i jest to dla stałych czytelników tego pisma wiadomość rewolucyjna. Był to do tej pory największy pod względem formatu i zarazem jeden z najmniejszych – jeśli o nakład chodzi – tygodnik o zasięgu ogólnopolskim. Ukazując się od 1945 roku, przechodził już sporo rewolucji, spośród których ta odbywająca się obecnie ma charakter bardzo prowizoryczny i nieistotny.

Skoro jednak w związku ze zmianą formatu pojawiają się głosy o ostatecznej porażce ostatniego katolickiego pisma dla inteligencji, warto przypomnieć, że w czasach PRL, Tygodnik był nazywany „jedyną niezależną gazetą od Łaby po Władywostok”. W marcu 1953 roku, po śmierci Stalina, jako jedyne oficjalne wydawnictwo nie opublikowało na pierwszej stronie nekrologu Iosifa Wissarionowicza, za co zawieszono możliwość wydawania Tygodnika aż do odwilży 1953 roku. Wśród osób związanych z TP były takie postaci, jak Stefan Kisielewski, Leszek Kołakowski, Stanisław Lem, Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Józef Tischner.
Jestem stałym czytelnikiem tego pisma mniej więcej od 2000 roku. W tym czasie dotknęło mnie „użądlenie Tischnerowskie”, które – na marginersie – zbiegło się ze śmiercią Tischnera, a tym samym sporym wysypem tekstów o nim i jego samego. Tygodnik Powszechny przewodził w tym „tischnerowaniu”, czym sprawił, że zostałem stałym czytelnikiem pisma.

Jest w tej gazecie coś, co przywiązuje, nawet pomimo wewnętrznej niezgody na promowane tam postawy, nawet pomimo postępującej jakościowej inflacji publikowanych tekstów. Być może przyczyną jest ów staroświecki do niedawna format, który w połączeniu z chropowatością papieru i niezmienionym praktycznie w ogóle logo nadawał gazecie aurę nobliwości i elitarności.

Niemniej cieszę się z powodu odświeżenia szaty graficznej Tygodnika. Mam bowiem wrażenie, że wraz z nią przyjdzie odświeżenie, zredefiniowanie linii światopoglądowej pisma.

Świadczą o tym dwa teksty, które ukazały się już w nowym formacie. Pierwszy, przedrukowany za archiwalną Więzią, osobisty artykuł długoletniego naczelnego Tygodnika, Jerzego Turowicza, świadczy o umiejętności poszukiwania „błędów i wypaczeń” również po własnej stronie. Pisze Turowicz o zbytniej izolacji pisma na sprawy Kościoła, o braku realizmu redaktorów, który zniechęcał hierarchów do tygodnika, o budowaniu w polskim Kościele barykad w reakcji na barykady budowane przez ideologicznych oponentów. W drugim interesującym tekście jezuita, ks. Jacek Prusak trzeźwo zauważa, że Kościół, uczestnicząc w dyskursie publicznym, powinien przekraczać podział na lewicę i prawicę, bowiem opozycja ta jest w obliczu kształtującej się dwa tysiące lat tradycji, powierzchowna i efemeryczna. Aluzja jest tutaj aż nazbyt widoczna: Tygodnik tracił na definiowaniu siebie w opozycji do politycznej i kościelnej prawicy, co było aż nazbyt widoczne w ostatnich latach i co nie zaskarbiło pismu zbyt wielu zwolenników, gromadząc armię wrogów. Wrogów, wobec których Tygodnik nie potrafił budować barykad, nie będąc w stanie lub nie chcąc podjąć rzeczowej polemiki.

Pierwsze numery „nowego” Tygodnika dają nadzieję na to, że stanie się on pismem otwartym, potrafiącym odważnie, przy uwzględnieniu wielu punktów widzenia, pisać o ważnych społecznie sprawach z perspektywy katolickiej. I choć ulubieniec Bonieckiego Zygmunt Bauman nigdy nie stanie się moim idolem, chciałbym z taką samą przyjemnością jak przed tygodniem przeczytać w Tygodniku esej Baumana i innych, z którymi się nie zgadzam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s