Rytm dnia i nocy całkowicie zwichrowany. Duża część dnia przespana. Cieszy tylko renesans snów, które jednak dużo mówią o sobie. Podczas dzisiejszego przesypiania kolejnej depresyjnej doby obraz kolegi wyrzucającego w obecności osób trzecich moją bezczynność. Rozpaczliwe próby prostowania idą jak w próżnię.
Więc po północy czuję się, jakby była szesnasta. O godzinie zero dwunasta mam ochotę na lunch. To miasto nie oferuje o tej porze nic ponad cztery budy z kebabem. Więc wyjeżdżam na nocny cruising w poszukiwaniu pożywienia. Miasto żyje i pulsuje zwiększonym alkoholem tętnem studentów i licealistów. Śnieg lekko posypuje skulone sylwetki chłopaków w t-shirtach z H&M i levisach. Dziewczęta przed klubami w krótkich spódnicach próbują rozmawiać przez komórki, przerzucając je z ziębniętych prawych rąk do równie zziębniętych lewych. Kolejki przed kanapkarnią na rogu Lipowej i Malmeda. Wszystko to przypominałoby Ibizę o pierwszej nad ranem, gdyby nie te minus dwa stopnie Celsjusza i śnieg. Tłumy przetaczające się z M7 do Loftu, z Yyzzy do Tunelu, z Cabaretu na Strych. Taksówki podjeżdżające pod drzwi klubów na Kilińskiego, usługa dla tych, których ta noc już dostatecznie zmęczyła lub dla tych, którzy osiągnęli, co planowali. O trzeciej, czwartej, w klubach pozostaną ci, którym jest wszystko jedno.
Fotografia przedstawia Lalki w październiku 2005. Nam nie było wszystko jedno. To żart.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s