Dzień spędzony w drodze powinien się liczyć podwójnie. Po bardzo przewidywalnej komisji (jedynym zaskoczeniem była gburliwa postawa R.) i miłym obiadem w Gopalu w towarzystwie, poza R., M., Ma., J., sprzątam wyszorowany na myjni samochód, biorę szybki prysznic i wyruszam w drogę. Lubię jednak tę trasę warszawską: jej monotonność i prostota połączona z nieprzewidywalnością zachowań uczestników ruchu sprzyja filozoficznym refleksjom. Zresztą – zawód kierowcy to wręcz wymarzone stanowisko dla filozofa. Warszawa wita korkiem za Wyszkowem, na szczęście tylko w przeciwnym kierunku, dlatego dosyć szybko docieram w okolice Freta. Pakujemy bagaże D. i szybko ruszamy w dalszą podróż. Na drodze w kierunku Wrocławia zaskakuje nas burza z piorunami i przepiękna tęcza. D. mówi, że już dawno nie widziała tęczy. Zjeżdżamy z autostrady w drogę na Bełchatów, posilamy się w „Karczmie Jędrzejówka” (zalewajka z grzybami, kwaśnica i pierogi z jagodami). Próbujemy zatankować, ale cały region bełchatowski pozbawiony jest prądu przez wichury. Wreszcie, w okolicach Łasku, tankujemy u pijanego w sztok człowieka. Po 11 docieramy do Kalisza. Razem 450 kilometrów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s