Wczorajszy wieczór i dzisiejszy ranek spędziłem w Jurowlanach, u M. i M. To już moja trzecia wizyta na ich niesamowicie zielonej, pachnącej latem i cichej posiadłości tuż przy białoruskiej granicy. Przy ognisku rozmowa o antysemityzmie, a raczej pamięcią o żydowskiej przeszłości – krucho z nią. Małe ognisko rozpalone na niewielkiej górce, dookoła ciemności, tylko w oddali światła domu. Potem z M. przenosimy się do domu, M. jeszcze na chwilę zostaje, śpiewa leżąc przy ognisku. Pijemy po dwa kieliszki ukraińskiej brzozowej wódki Nemiroff. Trochę rozmów z M. o różnych towarzyskich „niesnaskach”. Za mało chyba ostatnio rozmawiam z ludźmi, bo z trudem przychodzi formułowanie własnych myśli, a jak już je formułuję, wydają się bardzo marne. Budzę się rześki, czytam Bocheńskiego, schodzę, trochę rozmawiamy, jemy śniadanie. Rozpędzam auto i pędem wracam do gorącego, przegrzanego B-stoku.
Najlepsza chyba scena właśnie obejrzanego filmu „Lot 93” o 11 września’01: w przejętym przez zamachowców samolocie porwani modlą się tą samą modlitwą co porywacze. Te same słowa, bo modlitwa jest o to samo. Strach w oczach porywacza za sterami samolotu, który za chwilę ma się rozbić o ziemię.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s