Posts Tagged ‘życie’
“Moje serce płonie jak ogień, ale moje oczy są chłodne jak prochy zmarłych”
Soyen Shaku był pierwszym mistrzem buddyzmu Zen nauczającym w Stanach Zjednoczonych i stał się wiodącym nauczycielem Zen na Zachodzie. Już w 1893 roku nauczał o powstrzymywaniu się od przemocy, pacyfizmie i tolerancji religijnej. Prowadził swoje życie w zgodzie z dziesięcioma prostymi zasadami.
1. Po przebudzeniu, opuść zdecydowanie swoje łoże, tak jakbyś wyrzucał bezużyteczną parę butów.
2. Rankiem, przed założeniem ubrań, zapal kadzidło i medytuj
3. Posiłki spożywaj w regularnych odstępach i tylko do momentu, aż zaspokoisz głód
4. Udawaj się na odpoczynek o regularnych porach
5. Przyjmuj gości tak, jakbyś przebywał sam. Bądź sam tak, jakbyś przyjmował gości.
6. Uważaj na to, co mówisz. Mówi tylko to, co chcesz powiedzieć.
7. Nie odmawiaj sobie okazji, jednakże zawsze pomyśl dwa razy.
8. Nie żałuj przeszłości, zamiast tego patrz w przyszłość.
9. Miej niezłomne serce wojownika i miłujące serce dziecka
10. Kiedy udajesz się na odpoczynek rób to tak, jakby to była twoja ostatnia noc.
Jesienność, (nie)dojrzałość
Z holu biblioteki uniwersyteckiej, gdzie odbywała się niedawno konferencja miast pogranicza, można wyjść na obszerny taras, z którego doskonale widać panoramę Białegostoku. Okropnie na nim wieje, a wczoraj dmuchał nań zdecydowanie jesienny wiatr. Wrzesień, jak większość poprzednich wrześni, przynosi dziwne, słodkogorzkie sprawy, dokładnie tak, jak śpiewa Wiraszko Michał, w “Dwudziestu jeden dniach”. Trzeba tylko czekać na ten trzeci tydzień, kiedy wyczerpie się wrześniowe “oczko” i wkroczymy w jesienny spleen na pełnej szybkości.
Wrzesień to taka pora roku, w której najbardziej daje się we znaki niedojrzałość. Owoce są już obrane, zgniłe jabłka leżą na trawie i nie ma ich kto zbierać. Przyroda jest dojrzała, szykuje się do jesienno-zimowego umierania. Przyroda jest przekonana o tym, co się zdarzy, co się musi zdarzyć. A my przez cały czas, nawet kiedy nie da się już wyjść na dwór ubranym tak-jak-się-chce, wierzymy, że coś jest jeszcze w naszych rękach, że coś zależy tylko od nas samych. A wszystko działa w sposób podobny do klucza ptaków odlatujących na południe: kierunek naszego lotu zależy od kierunku lotu naszych współtowarzyszy. Ja jestem ubezwłasnowolniony przez Ciebie, a Ty – przeze mnie. W tym jesiennym determinizmie, w tej dialogicznej ucieczce od wolności, tkwi sekret dojrzałości, dojrzałości wymykającej się rolom społecznym, różnicom pokoleniowym, funkcjom i tytułom. W tym tkwi sekret dojrzałości w przejrzałym świecie.
Zredefiniować sytuację
Postulat najważniejszy: użyć nowych pojęć do opisu tej samej, uciążliwej rzeczywistości. Zacząć nazywać również to, co – z racji tego, że dobre – nie potrzebowało nazywania. Euforię poranną dozować stopniowo, aby przed zaśnięciem coś na dnie zostało. Bo przecież duchy podlaskich miasteczek nie istnieją, a właściwym punktem odniesienia, jest romantyczny marazm polskiego zadupia, jak w filmach Piwowarskiego. To samo, a jednak inaczej. Język zniewala i pozwala na wyzwolenie, dusi i uwalnia. Być może lepiej się chwalić niż użalać, lepiej afirmować niż weryfikować, lepiej wyrażać niż tłamsić?
Nie linia, nie okrąg, lecz łuk
W wypadku przejściowych trudności z zaśnięciem, najlepszym wyjściem wydaje się oddanie rozważaniom nad poezją obłąkanego piechura Hölderlina. Oto krótki epigram pod tytułem Lebenslauf (Bieg życia), który, w przekładzie Antoniego Libery brzmi następująco:
Wysoko duch mój mierzył, ale szybko
Miłość i ból zaczęły go w dół ściągać
Tak życie zatoczyło łuk i oto
Wracam do punktu, z którego wyszedłem
Bieg życia nie jest więc według Poety ani skończoną drogą, z początkiem i końcem, nie jest prostą, bez początku i końca, nie jest również półprostą, z początkiem, acz bez końca. Bieg życia nie jest też Wiecznym Powrotem, jak chciał Nietzsche i inni Mistrzowie Wschodu. Życie nasze jest napiętą cięciwą łuku, która drży naciągana przez ponadczasowe siły. Miłość i Ból, grając ze sobą w nierozstrzygalną grę, raz to wprowadzają ją w drżenie, raz to sprowadzają spokój. Życie jest drżeniem łuku na wszystkich jego fragmentach, przechodzącym z góry na dół, nie dającym spokoju i jednocześnie zachłannie pochłanianym. Metafora życia jako łuku jest bardzo “pociągająca”.
Tylko sztormy
Do najważniejszych rzeczy w życiu dochodzi się drogą gwałtownych wstrząsów. Tezy Kuhna o przewrotach w nauce mogą i powinny być przeniesione na inne poziomy ludzkiej aktywności. Nie tylko nauka, ale również emocje, mobilizacje, praca nad sobą, cholera – nawet uczucia – nie rozlewają się na nowe obszary naszej historii jak morze pod wpływem efektu cieplarnianego. One są bardziej jak sztorm – zawłaszczają nas na moment, by za chwilę osierocić. Potrzebne są więc wstrząsy, aby się zmobilizować, naprawić, odnowić. Dokuczliwość pięciu szwów na nodze może pomóc bardziej niż wielotygodniowa medytacja, wielomiesięczne lektury, długoletnie skupienie.
