Radek Oryszczyszyn

Moja strona domowa – Teksty, materiały, bardziej osobiste sprawy, szwędactwa

Posts Tagged ‘wieczór

Piątkowy festiwal kozaczków, kanapek i kebabów

z 5 uwagami

Marzyciel z “Auto da feEliasa Canettiego w uroczym domu w Supraślu, na samym skraju Puszczy. Z dnia na dzień jest coraz chłodniej, coraz bardziej szaro i smutno. Można by rzec, że  to wszystko domaga się, jak powiedziała mi niedawno znajoma, porządnej flaszki. Najlepiej Żołądkowej Gorzkiej – napoju najbardziej polskiego z polskich, choć z litewskim rodowodem. I najbardziej jesiennego z jesiennych. Kiedy wychodziłem z domu Gospodarza dzisiejszego spotkania i szedłem w kierunku samochodu, najbardziej w głowie zapadł mi zapach takiego miejsko-wiejskiego ganka, a potem mroźne powietrze pomieszane z zapachem dymu z kominów. Mróz dopadł szyby auta, zacieraliśmy z zimna ręce, kiedy grzał się silnik. Nalepiej mieli ci, którzy spróbowali łąckiej śliwowicy Krzysztofa. Kiedy przejeżdżaliśmy obok pięknie oświetlonego supraskiego kościoła, było już znośnie. W Białymstoku, na rogu Św. Wojciecha i Warszawskiej, drobna dziewczyna prowadziła pod rękę dwóch całkowicie nieprzytomnych, wielkich chłopców, a już w centrum, w okolicach Malmeda i Lipowej, piątkowy festiwal kozaczków, kanapek i kebabów, pożeranych na ulicy, przy niedbale zaparkowanych samochodach, z sosem lejącym się po brodach coraz lepiej ubranych studentek i studentów.

Written by Radek Oryszczyszyn

sobota, 25 Październik 2008 at 0:26

Współczesny kwintet zgiełku

z jednym komentarzem

Ludzie wydają się ciekawi do momentu, kiedy nie zaczniesz z nimi rozmawiać. Magia dużego, anonimowego zgromadzenia zazwyczaj upada, kiedy ci ludzie przestają być anonimowi. Kiedy okazuje się, że ci mili ludzie słuchający z tobą muzyki, pijący piwo i uśmiechający się do siebie, okazują się nie przypominającymi nikogo znajomego starymi znajomymi, kolegami z pracy, studentami i kogo tam jeszcze można sobie pomyśleć. Jeszcze gorzej, kiedy nieznajomi, sprawiający wrażenie miłych i inteligentnych już po pierwszych słowach po zapoznaniu sami skutecznie obalają to wrażenie.

Dlatego należy docenić wartość tego, co pewien niezły kapłan i dużo gorszy poeta nazwał “ludźmi ze ściany wieczoru”. Wczoraj, podczas koncertu Contemporary Noise Quintet orkiestra publiczności grała nie gorzej niż zespół. Publiczność była rozgadana, muzyka stanowiła tło dla dobrej atmosfery. Wszystko grało, kiedy muzykę, publiczność, papierosowy dym i wysoką temperaturę traktowało się jako całość. Przed sceną publiczność na krzesłach, sofy okupowane były przez półleżących, poprzyklejanych do siebie jak sardynki w oleju słuchaczy. Dużo dobrze ubranej młodzieży, sporo chłopaków w garniturach i dziewcząt w pilsowanych spódnicach. Na scenie pulsujący, transowy jazz z wiodącymi saksofonem i trąbką, brzmiący trochę bałkańsko, ale bardziej komedowo. Bardzo gęsta atmosfera, odrobinę taka, jak w imprezowych scenach “Niewinnych czarodziejów”. Zgromadzeni stanowili niezwykle barwną, udaną ścianę wieczoru. Nie sądzę, aby ten zdolny kapłan i mniej zdolny poeta wymyślił ludzi ze ściany wieczoru w podobnych okolicznościach, prawdopodobnie po prostu jazz pobudza te same ośrodki w mózgu co traktaty Świętego Jana od Krzyża.

Written by Radek Oryszczyszyn

niedziela, 3 Sierpień 2008 at 14:56

Strach przed miastem bez ludzi

z jednym komentarzem

Supraśl przypomina pod tym względem inne podlaskie miasteczka, których świetność jest już przeszłością. Do późnego popołudnia toczy się w nich jeszcze jakiekolwiek życie. Kobiety robią zakupy, mężczyźni przesiadują na gankach domów, a młodzież gromadzi się nad rzeką lub zalewem, słuchając muzyki i pijąc piwo. Kiedy jednak słońce zaczyna niepokojąco zbliżać się do linii puszczańskich drzew na horyzoncie, miasteczko natychmiast pustoszeje. Nawet psy, o ile mają swoich panów, trzymają się granic swoich podwórek.

Dziwnie się spaceruje zmierzchem po takich miejscach, jak Supraśl. Nawet, kiedy jest ciepły wieczór, ciekawe towarzystwo, a komary nad zalewem mniej uciążliwe niż zazwyczaj. Poczucie obcości i odklejenia od doświadczanej rzeczywistości dominuje nad innymi wrażeniami. Jest się bardzo na zewnątrz, bardzo poza tym miasteczkiem. Nie sposób wejść w ten żyjący miejski organizm, bo to ciało jest nieżywe. Strach przed miastem bez ludzi jest jak lęk przed śmiercią.

Written by Radek Oryszczyszyn

poniedziałek, 26 Maj 2008 at 11:23

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 1 336 other followers