Jurowlany

Najpierw - zbyt szybka jazda nocą, ucieczka przed bardzo nieudanym dniem. Dniem zakończonym dwoma niezwykle miłymi zaproszeniami. Więc pogodna rozmowa, a właściwie wsłuchiwanie się w rozmowę mądrzejszych. Czuję się zaszczycony i onieśmielony, a znieczulenie powoli mija. Więc zbyt szybka jazda nocą przez Supraśl i Krynki. Zwierzęta przebiegające przez jezdnię, slalom między jeżami. Mgła, a w mgle świecące się oczy dzikich zwierząt. Za Jurowlanami piękny stary dom, gospodarstwo. Całkowite odludzie, zupełna cisza. Pijemy herbatę, rozmawiamy o nieudanych dniach. Opieramy plecy o rozgrzany kaflowy piec. Kiedy kładziemy się spać i gasimy światło, dociera do mnie ta niesamowita cisza, której nie spotkałem chyba nigdzie indziej. Nawet zamieszkująca dom kuna nie tupie, umożliwiając absolutną, wszechogarniającą ciszę. Ciszę, która zazwyczaj niepokoi, tym razem jednak przynosi spokój. W nocy budzę się kilka razy: jest mi zimno i jednocześnie jestem cały zlany potem. Trudno mi się zasypia, bo znieczulenie nogi przestało działać i każdy ruch oznacza spory ból. Widocznie coś ważnego się śni, prawie nic nie pamiętam. Budzi mnie zapach konwalii i szałwiowego kadzidła. Jest gorąco, wychodzimy na trawę: koc, słońce, gazeta, rozmowa. Odurzający zapach kaczeńców. Spokój, ulga, gdzieś daleko pojawia się szansa na poukładanie.

Napisz odpowiedź