Bomba tlenowa
Dopiero teraz, kiedy wychodząc rano z domu czuje się gwałtowne uderzenie bombą tlenową, dopiero teraz zbiegając ze schodów namacalnie czuję, że wszyscy pochodzimy z lasu. Że przyroda wpływa na moje nastroje i wrażenia w stopniu większym, niżby to wynikało z cywilizacyjnego uniezależnienia się od wiatru, śniegu, upałów i przymrozków. Ani grube kurtki, ani antyperspiranty nie są w stanie oddzielić nas od przyrody. Więc wychodząc z pełnego zakurzonego setkami kilogramów papieru mieszkania, zeskakując po schodach klatki schodowej pachnącej kotami i przypaloną patelnią, zakręciło mi się w głowie pod wpływem zbyt dużej ilości tlenu. Niech jeszcze tylko, w ciągu dnia lub dwóch, wybuchnie zielone.
środa, 2 kwiecień 2008 @ 18:25
No ba, niewiele rzeczy jest tak przyjemnych, jak wyjście po złej zimie na dwór, zaciągnięcie się wiosennym powietrzem (a wiatr smaga gnaty i włosy:)). Uwielbiam/uskuteczniam pasjami. Pozdr.
czwartek, 3 kwiecień 2008 @ 15:18
I można biegać bez cebulkowej warstwy na sobie, apeluję: więcej tlenu!
Jedno z lepszych zakręceń w głowie jakie mogą być;)