W aptece
Nerwowe wielkosobotnie popołudnie. Jedna z niewielu całodobowa apteka w centrum miasta. Trzy kasy i jedna, kilkunastoosobowa kolejka. Zniecierpliwienie klientów, kwestionowanie sensu jednej kolejki do trzech kas. Przysadzisty, ubrany w dres nieogolony czterdziestolatek w towarzystwie nastoletniej córki i ciemnowłosej, schludnie ubranej żony (głośno): “To tak, kurwa, po polsku, ta jedna kolejka, po co to?“. Stojąca za mną tleniony blond-czterdziestolatka w gorateksowej kurtce i skóropodobnej torbie przez ramię: “Stoją wszyscy jak do spowiedzi, bez sensu, stanąłby każdy przy innym okienku, lepiej by było“. Starszy pan z teczką, w znoszonym, choć porządnym garniturze, odwraca się i, lekko uśmechając, mówi do pani w gorateksie: “Czy trzy kolejki do każdej z kas będą w sumie krótsze od jednej kolejki do wszystkich kas?“.

jak wygląda gorateksowa kurtka?
xxx
niedziela, 23 marzec 2008 at 22:25
Męczy mnie ta polska opryskliwość, nieumiejętność współdziałania, brak zwykłej życzliwości.
opiekun ogrodów
poniedziałek, 24 marzec 2008 at 17:40
i tak bywa
jedentrzymegapixel
wtorek, 25 marzec 2008 at 10:57