Radek Oryszczyszyn

Moja strona domowa – Teksty, materiały, bardziej osobiste sprawy, szwędactwa

Archiwum dla lipiec 2007

without comments

Wielki Pitagoras twierdził, że dusze ludzkie, po śmierci otaczającego je ciała, przekształcają się w bób. Dlatego w chwili zagrożenia ze strony goniących go wrogów, wolał dać się pojmać, niż wejść w pole obsiane bobem. Swoim uczniom odradzał jedzenie bobu, ponieważ powoduje wzdęcia i przez to mąci spokój poszukiwacza Prawdy. Oto swoista reinkarnacja (po raz pierwszy spotkałem się z wiarą w przeistaczanie się duszy ludzkiej w rośliny) łączy się z praktycznymi radami żywieniowymi. Wiara potrzebuje uzasadnienia, nawet odwołującego się do wstydliwych fizjologicznych czynności. Bo przecież to oczywiste – dusze naszych przodków zamieszkujących spokojnie w zielonych, ciężkich i oleistych strąkach, uciekają przez odbyty, co powoduje wstyd wynikający z trudnych do opanowania kłopotliwych dźwięków i brzydkich zapachów. Spójrzmy tylko na bohatera obrazu Carracciego – w jego oczach kryje się strach przed karą. Jednocześnie ręka trzymająca łyżkę pełną ugotowanego, oblanego masłem i oliwą bobu, nieuchronnie zmierza ku ustom, zdradzając apetyt. Gotowany bób – ta prosta plebejska potrawa nierozłącznie, od wieków, połączona jest z grzechem i pogrążaniem się w doczesności.

Annibale Carracci, The Bean Eater

Aby unicestwić w ciągu pół godziny dusze kilkudziesięciu przodków, a potem – koniecznie w samotności – konsumować ten zbiorowy pogrom radosnym poprykiwaniem, należy zakupić na najbliższym targu opakowanie bobu (jeden kilogram kosztuje tego lata ok. 8 złotych). Po zagotowaniu wody dodajmy do niej odrobinę masła. Wrzucamy umyty bób, a następnie dorzucamy trochę pieprzu, bazylii, tymianku i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Czekamy, aż bób zmięknie. W ostatniej chwili dosypujemy sól (powinno być jej sporo, ale zdrowiej jest nie dawać jej zbyt wiele). Odsączamy bób, wykładamy do miski lub talerza, a następnie roztapiamy nań trochę masła i polewamy oliwą z oliwek. Po spożyciu oczekujemy na pierwsze dusze odlatujące w nicość.

Written by Radek Oryszczyszyn

środa, 25 lipiec 2007 at 16:35

Napisane w Uncategorized

without comments

Dzień spędzony w drodze powinien się liczyć podwójnie. Po bardzo przewidywalnej komisji (jedynym zaskoczeniem była gburliwa postawa R.) i miłym obiadem w Gopalu w towarzystwie, poza R., M., Ma., J., sprzątam wyszorowany na myjni samochód, biorę szybki prysznic i wyruszam w drogę. Lubię jednak tę trasę warszawską: jej monotonność i prostota połączona z nieprzewidywalnością zachowań uczestników ruchu sprzyja filozoficznym refleksjom. Zresztą – zawód kierowcy to wręcz wymarzone stanowisko dla filozofa. Warszawa wita korkiem za Wyszkowem, na szczęście tylko w przeciwnym kierunku, dlatego dosyć szybko docieram w okolice Freta. Pakujemy bagaże D. i szybko ruszamy w dalszą podróż. Na drodze w kierunku Wrocławia zaskakuje nas burza z piorunami i przepiękna tęcza. D. mówi, że już dawno nie widziała tęczy. Zjeżdżamy z autostrady w drogę na Bełchatów, posilamy się w “Karczmie Jędrzejówka” (zalewajka z grzybami, kwaśnica i pierogi z jagodami). Próbujemy zatankować, ale cały region bełchatowski pozbawiony jest prądu przez wichury. Wreszcie, w okolicach Łasku, tankujemy u pijanego w sztok człowieka. Po 11 docieramy do Kalisza. Razem 450 kilometrów.

Written by Radek Oryszczyszyn

piątek, 20 lipiec 2007 at 22:22

Napisane w Uncategorized

without comments

W Newsweeku najnowszym czytam ciekawy wywiad z byłym prezydentem Kwaśniewskim. Czy to ciągle daleko posunięty pragmatyzm i udawane umiarkowanie, wstrzemięźliwość, czy też rzeczywiście – po pewnym czasie – człowiek jest w stanie zmienić poglądy i wyznawane poglądy, stać się po prostu rozumnym, racjonalnym politykiem? Bo mówienie Kwaśniewskiego bardzo mi się podoba – gdyby mówił to ktoś z inną niż on przeszłością, byłbym wręcz zachwycony. Powiedziałbym: oto facet, jakiego nam trzeba: myślący perspektywicznie, mierzący siły na zamiary, odnoszący się z szacunkiem nawet do swoich wrogów. Bo taki się rysuje Olek w tym wywiadzie. Boję się, że to znowu kameleonizm lewicy polskiej, wielka podpucha, ponure oszustwo, żart z Polaków, miazga.

Written by Radek Oryszczyszyn

poniedziałek, 16 lipiec 2007 at 21:36

Napisane w Uncategorized

without comments

Wczorajszy wieczór i dzisiejszy ranek spędziłem w Jurowlanach, u M. i M. To już moja trzecia wizyta na ich niesamowicie zielonej, pachnącej latem i cichej posiadłości tuż przy białoruskiej granicy. Przy ognisku rozmowa o antysemityzmie, a raczej pamięcią o żydowskiej przeszłości – krucho z nią. Małe ognisko rozpalone na niewielkiej górce, dookoła ciemności, tylko w oddali światła domu. Potem z M. przenosimy się do domu, M. jeszcze na chwilę zostaje, śpiewa leżąc przy ognisku. Pijemy po dwa kieliszki ukraińskiej brzozowej wódki Nemiroff. Trochę rozmów z M. o różnych towarzyskich “niesnaskach”. Za mało chyba ostatnio rozmawiam z ludźmi, bo z trudem przychodzi formułowanie własnych myśli, a jak już je formułuję, wydają się bardzo marne. Budzę się rześki, czytam Bocheńskiego, schodzę, trochę rozmawiamy, jemy śniadanie. Rozpędzam auto i pędem wracam do gorącego, przegrzanego B-stoku.
Najlepsza chyba scena właśnie obejrzanego filmu “Lot 93″ o 11 września’01: w przejętym przez zamachowców samolocie porwani modlą się tą samą modlitwą co porywacze. Te same słowa, bo modlitwa jest o to samo. Strach w oczach porywacza za sterami samolotu, który za chwilę ma się rozbić o ziemię.

Written by Radek Oryszczyszyn

niedziela, 15 lipiec 2007 at 14:50

Napisane w Uncategorized

without comments

W czwartek wycieczka do Suchowoli, gdzie studenci socjologii odbywają praktyki. Głównym tematem rozmów i wykładów – pamięć zbiorowa. Przekonuje mnie Szacka, która mówi, że pamięć zbiorowa nie ma nic wspólnego z pamięcią historyczną. Nie możemy o tej pierwszej mówić w kategoriach obiektywności ani nawet poprawności jakiejkolwiek.
Podczas wykładów M. przekonuje mnie o wszechobecnych “niesnaskach”, co ma mieć związek z jego obecnością. Niezdrowe sytuacje między Doktorem a M. i R. Te ich wzajemne napięcia wydają mi się trochę dziecinne, ale być może jest dokładnie przeciwnie – może świadczą o poważnej wadze nadawanej tym znajomościom (przyjaźniom?). Wieczorem jeszcze wizyta u M. i M. (jest też J.), kolacja, żarty. Odwożę jeszcze R., którego staram się przekonywać, że powinien bardziej aktywnie reagować na specyficzne, paranoidalne zaloty studentki P.

Written by Radek Oryszczyszyn

sobota, 14 lipiec 2007 at 11:00

Napisane w Uncategorized